A- A A+

Aktualności

81. rocznica Marszu Śmierci

25 stycznia 2026 roku rozpoczął morderczy Marsz Śmierci więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof. We wczesnych godzinach porannych teren obozu koncentracyjnego Stutthof opuściły pierwsze kolumny więźniów. Ponad 11 000 więźniów ruszyło w wędrówkę, która od początku skazana była na porażkę. Wraz z podobozami na trasę Marszu ruszyło ponad 33 000 osób. Około 17 000 z nich poniosło śmierć.

Józef Łapiński, cykl grafik „Marsz Śmierci”

Zimowy pejzaż naznaczony cierpieniem

Na wieść o zbliżających się wojskach Armii Czerwonej władze niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof podjęły decyzję o ewakuacji więźniów. Celem miała być szkoła SS w Lęborku, oddalona o ok. 140 kilometrów. Zakładano, że trasę uda się pokonać w siedem dni. Już pierwsze godziny pokazały, jak bardzo te plany rozmijały się z rzeczywistością.

Tak moment wymarszu wspominała Halina Sobecka, która do KL Stutthof trafiła we wrześniu 1944 roku: 

25 stycznia 1945 roku był mroźnym, ale pogodnym dniem. […] Sztubowa radzi nam ubrać wszystko co posiadamy. A posiadamy niewiele. Ja […] mam trzy koszule i męskie spodnie. Mam też pasiak i płaszcz […]. Wszystko to ubieram na siebie, na wierzch obwiązują mnie kocem. W plecaku, który zrobiłam sobie worka, mam moja miskę do zupy, trochę smalcu […], jedną cebulę, pajdę chleba […] i ostatnie listy z domu. […] Ustawiamy się piątkami. Jest nas 800 kobiet. Konwojować nas będą uzbrojeni SS-mani. Ostatnie pożegnanie z tymi co zostają. […]. Wychodzimy główną bramą. 

Wycieńczeni, zagłodzeni i często chorzy więźniowie musieli maszerować przez ogromne zaspy śnieżne, w mrozie sięgającym niekiedy poniżej minus 20 stopni. Przed wymarszem otrzymali skromny prowiant, około 500 g chleba, 120 g margaryny lub sera, który wielu zjadło od razu. Przez kolejne dni nie mieli niczego w ustach. Ci, którzy nie nadążali za kolumnami, byli na miejscu mordowani przez SS-manów.

Jan Jarzębowski osadzony w obozie Stutthof w grudniu 1942 roku wspominał: 

Kilometr przed nami maszerowała jakaś kolumna. Widać ją było dokładnie, ponieważ teren był falisty. Widzieliśmy jej końcówkę z trudem podchodzącą pod górę i padające sylwetki tuż po wystrzałach. Po kilku minutach mijaliśmy te świeże trupy. […] Przed nami musiały iść jeszcze inne kolumny, ponieważ spotykaliśmy i starsze trupy. 

Józef Łapiński, cykl grafik „Marsz Śmierci”

Pomoc, która przyszła z Kaszub

Jedną z najjaśniejszych kart tych dramatycznych wydarzeń stanowi postawa mieszkańców Kaszub. Z narażeniem własnego życia i życia swoich rodzin dostarczali więźniom pożywienie, organizowali ucieczki, a później ukrywali uciekinierów w swoich gospodarstwach. Na hasło „Stutthof idzie!” reagowali niemal wszyscy. Dla wielu ofiar KL Stutthof była to pierwsza i jedyna pomoc, jakiej doświadczyli ze świata zewnętrznego.

Tak pomoc więźniom wspomina Urszula Górna z d. Pipka: 

Kiedy przez Pomieczyno szedł Marsz Śmierci, mój ojciec, Franciszek Pipka, mimo zagrożenia robił wszystko, by ratować więźniów. A ja razem z nim. […] Mieszkaliśmy tuż obok kościoła. Kiedy w kościele zatrzymała się kolumna więźniów ze Stutthofu […] ojciec poprosił strażników by można było zanieść więźniom coś do jedzenia. Był takim człowiekiem, który pomagał, komu tylko mógł, nawet gdy sam był narażony na ryzyko. Razem z mamą nagotowałyśmy zupy, a potem z tatą zaniosłam dwudziestolitrową kanę do kościoła, by nakarmić więźniów. 

Być może właśnie dlatego pamięć o Marszu Śmierci pozostaje szczególnie żywa w tym regionie. Często jest to pamięć głęboko osobista, związana z losami konkretnych rodzin i przekazywana z pokolenia na pokolenie oraz kultywowana w przestrzeni lokalnej. 

Upamiętnienia

Jak co roku najważniejszym upamiętnieniem, jest Msza Św. odprawiania w intencji ofiar obozu koncentracyjnego Stutthof. To tradycja zapoczątkowana w 1980 roku przez środowisko byłych więźniów. Co roku 25 stycznia o godz. 13:00 w Archikatedrze Oliwskiej spotykali się byli więźniowie, ich rodziny, samorządowcy, mieszkańcy Pomorza oraz pracownicy Muzeum Stutthof w Sztutowie. W tym roku nabożeństwo odprawił ks. kanonik Krystian Kletkiewicz, proboszcz parafii pw. Trójcy Świętej w Gdańsku-Oliwie. W wygłoszonym do wiernych kazaniu zwrócił uwagę na fakt, że „bolesne doświadczenia tamtych dni uczą nas pamięci, wrażliwości, a przede wszystkim umiłowania pokoju”.

Wcześniej, bo już 23 stycznia 2026 roku upamiętniono ofiary Marszu Śmierci w Gminie Suchy Dąb. Przy pamiątkowej tablicy spotkali się samorządowy, pracownicy służb mundurowych i muzealnicy by odczuć cześć ofiarom.

W najbliższych dniach upamiętnienia Marszu Śmierci odbędą się:

26 stycznia w Cedrach Wielkich,

28 stycznia w Pruszczu Gdańskim oraz Gminie Pruszcz Gdański

1 lutego w Pomieczynie i Pręgowie