Pieśń o szczęściu

Pieśń o szczęściu

W otrzymanej w 2009 r. kolekcji pamiątek po Henryku Wrzeszczyńskim z Izby Pamięci w Niewolnie jest zbiór pieśni i wierszy powstałych w KL Mauthausen Gusen. Jednym z ich twórców był Lubomir Szopiński, autor „Pieśni o szczęściu”.

Lubomir Szopiński urodził się w Kościerzynie 13 maja 1913 r. Po ukończeniu miejscowego gimnazjum Szopiński podjął naukę w polskim Konserwatorium Muzycznym przy Macierzy Szkolnej w Gdańsku, a jego nauczycielem był m. in. znany wiolonczelista, dyrygent i kompozytor, prof. Kazimierz Wiłkomirski. Jeszce podczas studiów Lubomir Szopiński brał czynny udział w życiu śpiewaczym Polonii Gdańskiej, a od 1937 r. w zastępstwie prof. Wiłkomirskiego został faktycznym dyrygentem chóru „Lutnia” w Sopocie. Nie zapomniał również o swoim rodzinnym mieście – Kościerzynie. Orkiestra  w Kościerzynie. W pierwszym rzędzie drugi od lewej z wiolonczelą siedzi Lubomir Szopiński,  w trzecim rzędzie Bronisław Lubiński z puzonemWspółpracował z działającym tam chórem „Cecylia”, którym dyrygował, założył Towarzystwo Muzyczne, organizował występy i koncerty artystów miejscowych,i znanych w kraju i za granicą. Szczególną troską otaczał młode talenty, które wyszukiwał i szkolił, mając na uwadze podnoszenie kultury muzycznej na Kaszubach.

2 września 1939 r. Niemcy zajęli Kościerzynę. Lubomir Szopiński został aresztowany w ramach „Säuberungsaktion” na Pomorzu Gdańskim 8 września. Przetrzymywany kilka dni w Kościerzynie, początkowo trafił do obozu Neufahrwasser, skąd został przeniesiony do więzienia na Schiesstange, a stąd do obozu Stutthof, gdzie otrzymał numer 8 164.
Wykaz wypisanych ze szpitala obozowego z 22 marca 1940 r.
22 marca 1940 r. Lubomir Szopiński został zwolniony ze szpitala obozowego, do którego trafił w styczniu 1940 r. Pracując w piwnicy obozowej kuchni nabawił się grypy, z której wywiązało się zapalenie płuc. Walczący ze śmiercią Szopiński został otoczony troskliwą opieką współwięźniów, a jednym z nich był dyrektor Polskiego Gimnazjum w Kwidzynie, Władysław Gębik: Ratowanie Lubomira od śmierci w Stutthofie było wspólnym dziełem jego przyjaciół… Ja potrafiłem docierać do niego wtedy, gdy gorączkując leżał w ciężkim stanie na łóżku, ale raczej wyrku podsufitowym w obozowym „rewirze”, dostarczałem mu tego co dla ciała i ducha w obozie było możliwe do uzyskania za pośrednictwem osobistych kontaktów i marek, jakie udało mi się przemycić do obozu zaszyte w ubraniu, których nam z braku więziennych, w roku 1939 nie zabierano… Między innymi przemyciłem do jego dyspozycji papier nutowy i ołówek z gumką do poprawiania, czy wymazywania błędnie wpisanych nut. Pisanie nocą, gdy w sąsiedztwie jęczeli i konali, było wysiłkiem, na który mógł zdobyć się tylko Lubomir, entuzjasta muzyki i pieśni polskiej, rozumiejący jak ogromne znaczenie ma pieśń dla ratowania więźniów w najtrudniejszych chwilach obozowego życia, działająca jak najlepsze lekarstwo w chwilach słabości o groźnego niebezpieczeństwa, jakim było załamanie psychiczne.

Sen więźnia
Jedną z najpopularniejszych pieśni obozowych był „Sen więźnia”. Do słów napisanych wiosną 1939 roku przez Zdzisława Karr-Jaworskiego, dziennikarza i poetę, muzykę napisał jeszcze w obozie Stutthof Lubomir Szopiński. Pieśń tę wykonywał wraz z Janem Gdańcem, solistą opery gdańskiej, i utworzonym na początku 1940 roku w obozie chórem., w kwietniu 1940 r. wraz z dr. Władysławem Gębikiem i innymi więźniami z Pomorza trafił do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, a stąd do Gusen. Tutaj również stworzył chór obozowy, wykonujący powstałe w obozie pieśni, służące więźniom jako obrona w walce o zachowanie życia, zdrowia fizycznego i psychicznego, o ocalenie człowieczeństwa i ludzkiej postawy oraz godności w hitlerowskim piekle przemocy, zbrodni i deprawacji.

Włodzimierz Wnuk, sekretarz Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni, aresztowany 25 września 1939 roku w gmachu byłego Komisariatu Rządu wraz z gronem profesorskim Państwowej Szkoły Morskiej, który przeszedł tę samą drogą obozów Stutthof, Sachsenhausen i Gusen, tak napisał: Tu w Gusen młody Kaszuba otwierał nam Polskę po tylu miesiącach katorgi. „Sen więźnia” śpiewany kolejno po barakach, ujarzmił tysiące dusz, stając się dla uwięzionych w Gusen Polaków pieśnią narodową, pieśnią o ojczyźnie.[…] Szopiński zachodził ze swoim chórem również i na rewir, by śpiewać leżącym tam chorym, których dni przeważnie były już policzone. Dla tych biedaków „Sen” był łaską zesłaną przez opatrzność, promieniem rzuconym na ich ostateczną nędzę.

Rękopisy pieśni „Sen więźnia” oraz „Od Dunaju sinych fal”, również skomponowanej przez Lubomira Szopińskiego w obozie Gusen, autor przekazał swojemu koledze ze szkoły w Kościerzynie, Bronisławowi Lubińskiemu. Lubiński, który wraz z braćmi brał udział w kampanii wrześniowej, został aresztowany 8 kwietnia 1940 roku i osadzony początkowo w obozie Stutthof. Następnie przesłany do KL Sachsenhausen i KL Mauthausen-Gusen, został w listopadzie 1941 roku zwolniony z obozu. Opuszczającego Gusen Lubińskiego Szopiński poprosił o przekazanie rękopisów obu pieśni jego rodzicom.

Lubomir Szopiński był w Gusen do wyzwolenia obozu, 5 maja 1945 r. Po wojnie wraca do Kościerzyny, gdzie przyjmuje ponownie funkcję pierwszego dyrygenta chóru „Św. Cecylia”, zostaje też mianowany na Kierownika Ogniska Kultury przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. W 1948 r. przenosi się do Wrocławia, gdzie organizuje Chór Medyków, a od 1 grudnia 1958 r. obejmuje stanowisko dyrygenta chóru Polskiego Radia we Wrocławiu, który prowadzi do końca października 1960 r., kierując jednocześnie chórem przy Państwowym Liceum Medycznym oraz chórem mieszanym Politechniki Wrocławskiej. Jednak przeżycia obozowe nie pozostały bez wpływu na jego zdrowie. Zmarł w wieku 48 lat 5 listopada 1961 r. w klinice w Krakowie.

„Pieśń o szczęściu”
Zaczarowana baśń skrzydła swe zwija,
zaczarowana,
tęsknota za czymś, co już jest wspomnieniem,
budzi nadzieję, budzi życzenia,
za czymś budzi,
że jednak wróci znów baśń wyśniona,
przyjdzie i porwie, porwie w ramiona,
że jednak wróci, przyjdzie,
zaśpiewa ze mną pieśń szczęścia cudną,
zaśpiewa piosenkę mi znów.

„Sen więźnia”
Śniła mi się nasza wioska,
mazowieckie nasze piaski,
a pod gruszą Matka Boska,
strojna w swej korony blaski,
na rozstajnych drogach stała…

Śniła mi się nasza chatka;
nad kądzielą pochylona
przędła sobie moja matka,
samiuteńka, opuszczona,
stara, jak gołąbek biała…

Śniły mi się nasze łąki,
Pola strojne ciężkim kłosem,
a rozśpiewane skowronki
wydzwaniały drżącym głosem
Bożą łaskę, Pana chwałę.

Śniły mi się Wisły wody,
A w nich rybek pełne krocie,
Nasze pralechickie grody,
Ukapane w słońca złocie.
Niewzruszone i wspaniałe!

Śniła mi się puszcza ciemna,
Mchem jej stopy podścielone,
od Prypeci aż do Niemna
Wiecznym śniegiem otulone
Śniły mi się nasze Tatry…

Śniło mi się – Mój Ty Boże!-
Bryzgające pianą w górę
nasze cudne polskie morze!...
A nad morzem srebrnopióre
Mewy wzniosły się jak wiatry …

Tak ci mi się dziwnie śniło…
Szkoda, że snem tylko było…

/dd, ach/
(Opracowano na podstawie:
AMS, Relacje i wspomnienia: relacja Jana Dańca;
Leon Hoppel, Zwycięstwo pieśni. O Lubomirze Szocińskim;
Władysław Gębik, Droga do Polski,
[w:] Pamiętniki nauczycieli. Z obozów i więzień hitlerowskich 1939-1945; W. Gębik, Z diabłami na ty;
Włodzimierz Wnuk, Byłem z Wami;
Franciszek Baumgart, Bronisław Lubiński, Pamiętniki. Zdjęcie ze zbiorów Andrzeja Lubińskiego)