Ucieczka z Pröbbernau

<br />
Ucieczka z Pröbbernau. Kombinerki, które posłużyły do ucieczki z podobozu usytuowanego we wsi Pröbbernau (obecnie Przebrno niedaleko Krynicy Morskiej) nad Zalewem Wiślanym.

Wśród przekazanych w 1986 r. do zbiorów Muzeum Stutthof pamiątek przez byłego więźnia obozu Stutthof, Czesława Majewskiego, znajdują się kombinerki, które posłużyły mu do ucieczki z podobozu usytuowanego we wsi Pröbbernau (obecnie Przebrno, stanowiące część Krynicy Morskiej) nad Zalewem Wiślanym.
Podobóz Pröbbernau powstał wraz z przybyciem we wrześniu/październiku 1939 r. pierwszego transportu więźniów z obozu macierzystego. Pierwsze prace przy budowie nowych wałów rozpoczęto wraz z przybyciem na początku listopada 1939 r. grupy ok. 200 – 300 więźniów – aresztowanych w połowie września 1939 r. mieszkańców Gdyni. Stan osobowy podobozu, uzupełniany w miarę potrzeb, wynosił ok. 200-300 więźniów, pracujących przy budowie wału ochronnego od strony Zalewu Wiślanego. …ciągły niedosyt marnego pożywienia coraz to gorzej wpływał na stan zdrowotny całego obozu. Więźniowie zaczynają chorować i umierać z wycieńczenia. Oficjalnie chorych tu nie może być, nie można ich pozostawiać w baraku – wszyscy muszą iść do pracy. Zdrowi prowadzą ich pod ręce lub wprost wloką ze sobą tam i z powrotem. Co jakiś czas przyjeżdża samochód ze Stutthofu, chorych i zmarłych zabiera, a na ich miejsce przywozi zdrowych, by stan był zawsze pełny. Tak o warunkach panujących w obozie wspomina Wacław Mitura.
Jednym z pierwszych więźniów obozu Stutthof, który został skierowany do obozu Pröbbernau był Czesław Majewski, o numerze obozowym 2 405. Początkowo wraz z innymi więźniami pracował przy budowie wałów, później został przeniesiony do warsztatu stolarskiego. Tam: ...mając dostęp do narzędzi przygotowałem sobie małe kombinerki do przecinania drutów. Wynalazłem kawałek drutu, taki, z jakiego było zbudowane ogrodzenie, i przez dłuższy czas ćwiczyłem się w przecinaniu, kryjąc się z tym przed więźniami. […] Codziennie odkrawałem małą kromkę i chowałem do kieszeni, zanim zacząłem jeść. To była żelazna porcja na drogę i chociaż głód skręcał kiszki, tego nie wolno było zjeść. Niestety, chleb się kruszył w kieszeni, a niektóre kromki pokrywały się pleśnią. Kromki pokruszone oraz te, które się psuły, wymieniałem. Z bieżącego przydziału odkrawałem podobną kromkę i odkładałem, a psujące się i pokruszone zjadałem. W ten sposób zgromadziłem zapas chleba, kilogram, a może nawet więcej.
Ze względu na podejmowane przez więźniów obozu Pröbbernau próby ucieczki, Niemcy zarządzili dyżury nocne więźniów: Dyżur wypadł na mnie 26 września od godziny 3:30 do 5, czas najbardziej nieodpowiedni, bo jak daleko można odejść od obozu do świtu. Nie chcę dłużej odkładać ucieczki […] Mój poprzednik poszedł spać, a ja ubieram się tak, jak do ucieczki.[…] Wiatr jest z północy, odpowiedni do przeprawy przez Zalew, ale za późno na budowę tratwy, będę uciekać lądem. […] Jest równo godzina 5 i należy budzić następnego więźnia, który ma mnie zmienić, ale nie mogę tego zrobić, muszę uciec podczas swego dyżuru.[…] Wciąż nie widzę Niemca wartownika, ale decyduję się na to co los przyniesie. Biegnę do drzwi, pod drzwiami spotykam więźnia, który pełni funkcję ogrodnika u Niemców – uprawia im warzywa w ogródku przydomowym i jest zwolniony od pracy na wałach. Codziennie około godziny 5 wychodzi do swojej pracy poza drutami. Teraz zatrzymałem go i poprosiłem, aby zaczekał chwilę, bo we dwóch nie wolno wychodzić, a ja muszę wyjść. Biegnę, ale nie do ustępu, lecz pod wiatę, gdzie mam przygotowany otwór. Wydostałem się za ścianę bez drutu i przygotowanymi kombinerkami przeciąłem drut na wysokości 40 centymetrów. Druty w ogrodzeniu głośno zadźwięczały jak zerwane struny. Jestem pewny, że gdziekolwiek znajdował się wartownik, usłyszał to. Nawet jak spał, to musiał się zbudzić. Druty kolczaste zrobione są w ten sposób, że w dwa skręcone ze sobą włókna są wplecione ostre kolce. Podczas ćwiczeń nigdy nie udało mi się przeciąć naraz takiego splotu. Żeby to zrobić, rozchylałem druty i przecinałem je oddzielnie i teraz byłem zaskoczony, że mi się to udało. Następne cięcie na pionowej części kratownicy wykonałem ostrożniej i odbyło się bezgłośnie. Szybko rozchyliłem druty i na czworakach wydostałem się przez otwór. Kombinerki zabrałem ze sobą. Biegnę szybko, aby się skryć w cieniu wysokich drzew, które rosną tuż obok na cmentarzu. Uciekam w stronę lasu przez podmokłą łąkę. […]Nie jest to odpowiednie miejsce na całodzienną kryjówkę, ale boję się iść dalej, bo Niemcy na pewno mnie szukają. Kładę się na ziemi w małym wgłębieniu.[…]
W kieszeni mam przygotowany kawałek papieru, który mi będzie służył za dziennik podróży i za kalendarz. Dni będą u mnie zaczynać się od wieczora, tj. z chwilą wymarszu z miejsca odpoczynku, a kończyć następnego wieczoru. Swój dziennik postanawiam prowadzić skrótami, aby był nie do odczytania, w razie gdyby dostał się w niepowołane ręce. Na pierwszym miejscu. Na pierwszym miejscu cyfra „1”, tj. pierwszy dzień; na drugim „czw” – czwartek, dzień tygodnia; na trzecim „4” – ilość przebytych kilometrów szacunkowo’ na czwartym „l” - las, miejsce odpoczynku dziennego, bo odtąd noc miała być dla mnie dniem, a dzień nocą; na piątym – uwagi z przebytej drogi.
Wymarsz o zmroku.[…] Kierunek marszu wskazują mi latarnie morskie na Zalewie Wiślanym z lewej strony, a prawej huk wzburzonych fal na Zatoce Gdańskiej. […] Zbliża się świt, więc szukam kryjówki na dzienny odpoczynek.[…] Wczoraj byłem oddalony od obozu zaledwie 4 kilometry, obawiałem się, że zostanę wykryty i nie dożyje do wieczora i zjadłem połowę zapasów. W tej chwili jestem około 14 kilometrów od obozu, a więc nie grozi mi bezpośrednie niebezpieczeństwo. Zaczynam oszczędzać chleb.

Szóstego dnia podróży pogorszyła się pogoda. Cz. Majewski błądząc we mgle zatrzymał się z polu niedaleko gospodarstwa: Z przyzwyczajenia wyjmuję dziennik i w rubryce, w której notuję ilość przebytych kilometrów, piszę zero, nie wiem nawet, czy nie należałoby napisać mniej, bo może cofałem się? Jeść nie mam co, nie mam nawet buraka.
Dziewiątego dnia ucieczki znalazł się przy przeprawie promowej na Nogacie, gdzie zacumowana była łódka: Znowu przydają mi się kombinerki przygotowane przed ucieczką. Próbuję, czy uda mi się przeciąć łańcuch. Robię to bez przekonania, bo ogniwa są znacznie grubsze od drutu kolczastego, którym był ogrodzony obóz. […] Pozostawiony w wodzie hamował jazdę, wlokąc się po wodzie czy błocie, a wyciągany na łódkę sprawiał hałas. Aby tego uniknąć teraz, wybieram pierwsze ogniwo od łódki. Jeżeli mi się uda, to pozbędę się łańcucha, pozostawiając go przy kołku. Macając rękami jak ślepiec, nastawiłem kombinerki w najdogodniejszym miejscu i z całej siły nacisnąłem. Łańcuch okazał się silniejszy od moich okaleczonych, opuchniętych rąk. Odjąłem kombinerki i paznokciem odnalazłem nacięcie w metalu. […] Przed ucieczką ćwiczyłem się w przecinaniu drutów i gwoździ i teraz przypomniało mi się, że jeżeli przecinany metal ustawiłem bardzo blisko osi kombinerek, to mi się to nie udawało. Tuż przy osi, tam gdzie jest początek ostrza, znajduje się okrągła obwódka. Jeżeli natrafiłem na ten próg, to nie mogłem przeciąć. Próbując po raz drugi, odsunąłem cokolwiek dalej ostrze i z całej siły nacisnąłem. Ogniwo pękło z trzaskiem. […] Rozchylenie ogniwa było już błahostką. Ostrożnie opuściłem łańcuch do wody.
Czesław Majewski po 19 dniach ucieczki z obozu Pröbbernau dotarł do swojej rodzinnej miejscowości Mławki.

(dd, ach, wl)
<br />
Ucieczka z Pröbbernau.Plan obozu Stutthof wykonany przez Czesława Majewskiego. <br />
Ucieczka z Pröbbernau.Plan podobozu Pröbbernau odtworzony na podstawie relacji więźnia z zaznaczoną szopą, od której rozpoczęła się ucieczka Cz. Majewskiego.
<br />
Ucieczka z Pröbbernau.Dziennik podróży Cz. Majewskiego.

Opracowano na podstawie:
Czesław Majewski, Ucieczka z piekła, Kraków 1983 r.
Wacław Mitura, Za drutami Stutthofu, Bydgoszcz 1984.