Cegielnia Hopehill

Popielniczka wykonana w Hopehill

Wśród licznych zakładów funkcjonujących na terenie KL Stutthof, a podlegających SS znajdowały się cegielnie, których produkcja potrzebna była władzom obozowym przy rozbudowie obozu, a także władzom zwierzchnim przy prowadzonych różnych inwestycjach na terenie III Rzeszy. Wraz ze zmianą statusu obozu Stutthof w styczniu 1942 r. i przejęciu go przez Inspektorat Obozów Koncentracyjnych (Wydział D-Głównego Urzędu Gospodarczo-Administracyjnego Rzeszy - Amtsgruppe D SS_Wirtschafts-Verwaltungshauptamt), w kwietniu 1942 r. wydzierżawiono cegielnię oraz gospodarstwo Werderhof, znajdujące się w pobliżu obozu. 27 kwietnia 1942 r. firma DEST (Deutsche Erd–und Steinwerke GmbH) przejęła na własność cegielnię Hopehill (Kamionek Wielki) oraz Reimannsfelde (Nadbrzeże). Przedsiębiorstwo DEST formalnie powstało pod koniec kwietnia 1938 r. i było właścicielem cegielni funkcjonujących w obozach koncentracyjnych Buchenwald, Neuengamme, a następnie w Sachsenhausen. Produkcja cegieł była przeznaczona na restrukturyzację Berlina, budowę autostrad, rozbudowę zakładów „Hermann-Göring-Werke”, rekonstrukcję mostów.

Po przejęciu cegielni działającej w pobliżu KL Stutthof, w obozie powstało komando Ziegelei, w którym w marcu 1943 r. pracowały 124 osoby, a maksymalne zatrudnienie wynosiło 150 więźniów. Od maja 1942 r. zaczął funkcjonować podobóz KL Stutthof (Aussenkommando) Hopehill, w którym początkowo pracowało 40 więźniów. Od lata 1943 r. podobóz ten został powiększony o drugą cegielnię w Reimannsfelde. W połączonych obu cegielniach maksymalny stan zatrudnienia wynosił 300 więźniów.

Praca w obozie Hopehill, wymagająca dużego wysiłki fizycznego, cieszyła się wśród więźniów złą sławą, gdyż kierowano ich tam w celu „wyniszczenia przez pracę”. Miało być to miejsce karnej pracy dla niektórych kategorii więźniów, których przed bramą wejściową witał napis „Arbeit adelt” (Praca uszlachetnia). Były więzień, Tadeusz Cieplik, pisze, że: W styczniu 1944 r. został skierowany do karnego podobozu w Hopehill i Reimannsfelde. […] Na skutek bardzo ciężkich warunków pracy i głodu śmiertelność wśród więźniów była dość duża. Co miesiąc następowały uzupełnienia nowymi więźniami. Średnio w miesiącu umierało 15 osób, a ok. 40 osób nie było już zdatnych do tych prac. […] Z chwila pobudowania baraków po okresie rocznym uruchomiono cegielnię w Reimannsfelde, już bardziej zmodernizowaną, były wózki keplerowskie, mechaniczna suszarka cegieł. Cegielnia w Hopehillu była bardziej prymitywna, wszystkie prace wykonywano ręcznie, stąd praca w tej cegielni była wyjątkowo ciężka dla osłabionych i stale głodnych więźniów. Cegła z cegielni w Hopehillu zawierała margiel i trzeba było ją topić w specjalnym basenie na ca. 30 minut. Następnie ładowano ja po 60 sztuk na taczki i składano na sztaple, skąd ładowano je na barki. Na barki wożono cegłę tylko taczkami i to po wąskiej desce nad wodą. Więźniowie tracili często równowagę i wpadali do wody. Niejednokrotnie sami esesmani dla zabawy wpychali więźniów do wody. Dzienna produkcja cegieł w Hopehillu wynosiła ca. 20 000 sztuk, zaś w Reimannsfelde ca. 50 000 sztuk. Generalnym odbiorcą cegieł była organizacja TODT. Do pracy wychodzono oddziałami, jak: kopacze gliny, obsługa pieców, transport, obsługa przy kolerze [koller – przyrząd do mieszania i ugniatania gliny], rzemieślnicy i inni. W Hopehillu suszenie cegieł odbywało się na wolnym powietrzu na deskach, w przewiewnych szopach…

W cegielni Hopehill pracowało trzech francuskich więźniów, wśród których był Jean Maitre, który opisuje jeszcze inny sposób załadunku cegieł na barki: Ładowałem także cegły na wodzie. Wagoniki zatrzymywały się na skraju stromego brzegu dochodzącego tam do kanału. Układaliśmy wtedy zsuwanie sięgające do łodzi. Dwóch ludzi odbierało cegły na końcu zsuwni i układało je w łodzi, a u góry trzeci więzień spuszczał je po dwie na dół.
Często załadunek cegieł przyczyniał się do utraty przez więźniów zdrowia: Podobna do tej praca polegała na ładowaniu cegieł na wagoniki (kiedy wsadziło rękę między zderzające się cegły mieliśmy zgniecione palce, albo schodziły nam paznokcie). Rozładowywaliśmy również wagoniki z węglem; trzeba było to robić bardzo szybko, aby opróżnione wagoniki mogły być natychmiast użyte gdzie indziej i aby w ten sposób, jak mówiły slogany „zapewnić zwycięstwo”. Zwalnialiśmy tempo pracy jak tylko mogliśmy, ale nie można było bardziej przeciągać z uwagi na groźbę bicia.

Wisiorek Uboczną produkcją więźniów pracujących w cegielni były wypalane z gliny popielniczki, czasami ozdabiane napisami „KL Stutthof – Hopehill”, ale także wyroby z bursztynu. Bursztyn więźniowie znajdowali na tzw. „Lehmbergu” – gliniastej górce, z której wydobywano glinę do produkcji cegieł. Więźniowie wykonywali bursztynowe krzyżyki, serduszka, broszki, wisiorki o różnych kształtach. Do oszlifowania bursztynu służyły proste narzędzia i sposoby – kawałek włosiennicy, pilniczek do paznokci, scyzoryk, złamana igła do wiercenia otworków, a do polerowania służył stary pasek od spodni. Wyrobami obdarowywano grono najbliższych przyjaciół, a czasami esesmanów, czasami wymieniano produkty na papierosy, czy chleb.

W zbiorach Muzeum Stutthof znajduje się kilka popielniczek wypalonych w cegielniach, niektóre z napisem „Hopehill”, inne bez żadnych napisów, a także jeden z wykonanych w Hopehill bursztynowych wisiorków z inicjałami „JB” i JS”. Medalion ten wykonano dla więźnia Jana Breita, a przeznaczony był dla więźniarki Jadwigi Schulz.

(dd, ach, wl)
(opracowano na podstawie:
Marek Orski, Hopehill. Filia obozu koncentracyjnego Stutthof w Nadbrzeżu 29 maja 1942 – 20 stycznia 1945, Gdańsk 1994;
Relacje i wspomnienia więźniów KL Stutthof, maszynopisy w archiwum Muzeum Stutthof )