Aluminiowe papierośnice

(komanda pracy w KL Stutthof)

foto

Muzeum Stutthof w swoich zbiorach posiada interesującą kolekcję aluminiowych papierośnic, wykonanych nielegalnie przez więźniów KL Stutthof w warsztatach Schlosserei. Wykonywanie papierośnic było uboczną produkcją więźniów tam zatrudnionych.
Papierośnice z reguły posiadają podobne motywy zdobienia – na wieczku grawerowano datę i numer więźnia wraz z trójkątem oraz jego inicjały, a także symbol państwowy lub motywy obozowe, na spodzie widniał fragment obozowego ogrodzenia z wieżyczką wartowniczą. Jednak jedna z nich wyróżnia się symbolami umieszczonymi na wieczku papierośnicy. Jest to papierośnica wykonana przez Jana Łukaszewicza. Będąc z zawodu kominiarzem, umieścił on na niej atrybuty swojego zawodu - drabinę z miotłą oraz wąż i wycior. Jan Łukaszewicz tak wspomina moment aresztowania: Aresztowany zostałem przez żandarmów gestapo 8 stycznia 1944 r. w Pucku na ulicy Mestwina 2. Około godziny 6,00 rano zapukano do drzwi. Byłem już ubrany w mundurze pracownika kominiarskiego. Musiałem się wykąpać i zostałem doprowadzony na posterunek policji[…] O godzinie 10,00 rano zostałem przetransportowany wraz z innymi aresztowanymi do gestapo gdańskiego, które mieściło się na ulicy Neugarten 27. Zaprowadzono nas do bunkra nr 8, w którym siedziałem do 6 marca 1944 r. Odbywały się tu przesłuchania co 2-3 dni ze stosowaniem okropnych tortur […]. Za wszelką cenę chciano się dowiedzieć, do jakiej należałem organizacji.
Jan Łukaszewicz po przybyciu do obozu najpierw pracował w komandzie Strassenbaum, układając chodnik do krematorium. Usuwał pnie po wykarczowanych drzewach, a w doły po pniach wsypywaliśmy proch z krematorium. Następnie dostał się do pracy w komandzie Gurtweberei (tkalnia), w którym zajmowano się tkaniem pasów wojskowych. Do pracy w tym komandzie kierowano więźniów słabych, opuszczających obozowy szpital z kategorią „I” (inwalidzi). Obozowe biuro zatrudnienia więźniów kierowało tu również osoby wymagające opieki, a które chciano uchronić przed skierowaniem do ciężkiej pracy.
I wreszcie [pisze dalej Jan Łukaszewicz] dostałem się do komanda, w którym pracowaliśmy przy rowerach […] Pracowałem w nim do czasu ewakuacji obozu. […] Nasze komando liczyło 35 osób […]. Ja wykonywałem prace w ślusarni.
Komando naprawy rowerów nazywało się Fahrradkommando. Jak podaje Mieczysław Janecki, Rowery, które reperowaliśmy i produkowaliśmy były przeznaczone dla spadochroniarzy niemieckich. Ramy rowerów były składane. […] Ze starych rowerów robiliśmy nowe. Ze starych rowerów braliśmy ramy, felgi, a resztę części potrzebnych do złożenia roweru dostawaliśmy nowe.
Z kolei komando Schlosserei (ślusarnia) wraz z Klempnerei (warsztat blacharski) i Schmiederei (kuźnia) zajmowało się naprawą sprzętu samochodowego, wykonywano tu także metalowe okucia do mebli, zamki, klucze, drobne części do maszyn i narzędzia. Tutaj, w komandzie Schlosserei, jak wspomina Władysław Wawdysz, więźniowie zajmowali się nielegalną produkcją różnego rodzaju przedmiotów: Myśmy naprawiali nożyce do przecinania zasiek. Każdy z nas otrzymywał cztery pary nożyc. To była nasza norma. Poza tym zajmowałem się robieniem pierścionków, pudełek itp. […] Ja umówiłem się z kolegami, że jak będę robił pierścionki, to oni wykonają za mnie moją normę, a ja dzieliłem się z nimi otrzymanym chlebem. Jak wspomina Jerzy Orłowski: Obóz koncentracyjny ma specyficzne warunki, w których umieć żyć i przeżyć jest wielką sztuką, dla większości niedostępną i niezbadaną, czarną magią. Dlatego więźniowie wykorzystywali każdą umiejętność, by zdobyć dodatkową porcję chleba, dającą im nadzieję na przeżycie
Władysław Wawdysz wraz z bratem, Piotrem Wawdyszem, zostali przywiezieni do KL Stutthof z więzienia na Pawiaku w maju 1944 r. Piotr Wawdysz pracował z kolei w warsztacie krawieckim (Schneiderei), w którym szyto i naprawiano odzież wojskową, jako kuśnierz: Byłem jedynym kuśnierzem i dlatego nie obowiązywały mnie żadne normy, tylko musiałem wykonywać prace kuśnierskie. W warsztacie stała maszyna kuśnierska, która była tylko do mojej dyspozycji. Jak nie miałem dużo pracy to kapo wysyłał mnie do magazynu, gdzie wydawałem mundury do reperacji.
Od stycznia 1943 r. w KL Stutthof istniał oddzielny warsztat kuśnierski (Kürchnerei), w którym zatrudniono kilka osób do szycia skór, płaszczy futrzanych, kamizelek, czy spodni ze skórek króliczych. Piotr Wawdysz prawdopodobnie jako jedyny kuśnierz został przydzielony do warsztatów krawieckich, w których również szyto zimowe płaszcze, kurtki, spodnie futrzane, mundury dla wojska itd.
Papierośnice i pierścionki były również uboczną produkcją więźniów zatrudnionych w warsztatach Gewehrkommando (komando napraw rusznikarskich). Więźniowie, głównie specjaliści-rusznikarze z zakładów zbrojeniowych w Radomiu, z firm francuskich i zakładów Kruppa, naprawiali i konserwowali karabiny dostarczane z frontu.
Materiałem, z którego wykonywano papierośnice, było aluminium. Było ono dostępne w komandach oraz przedsiębiorstwach pracujących na potrzeby armii niemieckiej, jak w działających w ramach DAW przedsiębiorstwach produkujących części do samolotu myśliwego Wocke-Wulfa, czy w tzw. Aluminiumkommando, które zajmowało się produkcją części i urządzeń do wyposażenia niemieckich łodzi podwodnych dla Kriegsmarine.

(dd,wl)
(opracowano na podst. relacji i wspomnień więźniów, masz. w Archiwum Muzeum Stutthof; M. Orski, Niewolnicza praca więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof 1939-1945)