Polacy w Wehrmachcie

foto

Podstawą zbiorów Muzeum Stutthof są przede wszystkim pamiątki po byłych więźniach obozu koncentracyjnego Stutthof oraz przedmioty związane z funkcjonowaniem obozu. Cechą tych zbiorów jest ich różnorodność, zarówno pod względem rodzaju posiadanych muzealiów, jak i ich wartości historycznej i materialnej. Niektóre z nich zostały przekazane przez byłych więźniów, czy ich rodziny, inne zakupione, jeszcze inne znalezione podczas prac remontowych prowadzonych w budynkach pozostałych po obozie. Jedną z takich pamiątek jest pocztówka ukazująca żołnierzy niemieckich, wysłana, jak wynika z treści, ze szpitala wojennego do mieszkańca Kruszyn Szlacheckich (Seekrossen), miejscowości w pow. brodnickim, z życzeniami noworocznymi. Nie znamy historii tej pocztówki, skąd wzięła się w jednym z baraków obozowych. Być może adresat, który ma polsko brzmiące nazwisko, został osadzony w obozie koncentracyjnym, a nadawcą był żołnierz Wehrmachtu – Polak z Pomorza, wcielony siłą do niemieckiej armii.
Pobór Polaków do Wehrmachtu z Okręgu Gdańsk–Prusy Zachodnie rozpoczęto od jesieni 1941 r. Nastąpił on po ukazaniu się 4 marca 1941 r. rozporządzenia o niemieckiej liście narodowościowej i niemieckiej przynależności państwowej na wcielonych ziemiach wschodnich. Według spisu ludności z grudnia 1939 r., 71% ludności Okręgu Gdańsk–Prusy Zachodnie przyznało się do języka polskiego jako ojczystego, dlatego Niemiecka lista narodowościowa była jednym z elementów wynaradawiania społeczeństwa polskiego na ziemiach wcielonych do III Rzeszy, gdyż wpis na nią dla „osób nadających się do zniemczenia” był przymusowy. Wynikało to z rozporządzenia wydanego 10 lutego 1942 r. przez Reichsführera SS i Komisarza Rzeszy dla Umocnienia Niemczyzny, Heinricha Himmlera, które uznawało ludność zamieszkującą ziemie wcielone za ludność niemiecką. Jednocześnie Albert Forster, namiestnik III Rzeszy w Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie, chcąc zakończyć prace nad wyselekcjonowaniem z tego okręgu ludności, którą na podstawie pochodzenia czy też osobistego nastawienia do niemczyzny można by uznać za ludność niemiecką, zapoczątkował przymusową i przyspieszoną akcję wpisywania miejscowej ludności na niemiecką listę narodowościową. 31 marca 1942 r. upływał termin złożenia wniosków o przyjęcie mieszkańca wraz z całą rodziną na listę. Nazwiska osób uchylających się od tego obowiązku, głównie mężczyzn w wieku poborowym, miały być podane do wiadomości miejscowych oddziałów gestapo. Konsekwencją wpisania się na niemiecką listę narodowościową był pobór do Wehrmachtu.
Sposób poboru mieszkańców Kaszub do Wehrmachtu opisał w swoich wspomnieniach jeden z mieszkańców Żarnowca, Stanisław Ż: Kiedy Niemcy wkroczyli do Żarnowca – nie brali Polaków do Wehrmachtu. Brali do armii jedynie młodych mężczyzn , Niemców, z sąsiednich wiosek. Z czasem dostawaliśmy pisemne wezwania do stawienia się na komisji w Pucku. Tam przechodziliśmy badania lekarskie, które miały stwierdzić, że jesteśmy zdrowi i zdolni do służby wojskowej. W roku 1942 odbył się masowy pobór wszystkich młodych mężczyzn z Żarnowca do armii niemieckiej. Odbywało się to w ten sposób, że Niemcy przyjechali do wsi i wywoływali nas po nazwisku na podstawie list, które mieli wcześniej przygotowane. Mnie to spotkało 14 grudnia 1942 r. Przez 6 dni kolejnych przechodziłem specjalny kurs przed wyjazdem na wschodni front. Na froncie rosyjskim walczyłem do sierpnia 1944 r. na pierwszej linii ognia. Byłem w przeciągu tego czasu trzykrotnie ranny. W sierpniu 1944 r. dostałem się do niewoli radzieckiej.
Polacy wcieleni do Wehrmachtu przed pójściem na front otrzymywali dyrektywy polskich organizacji podziemnych. Jak podaje jeden z członków TOW „Gryf Pomorski”, Józef C., młodzi Kaszubi walczący na froncie mieli zakaz używania broni przeciwko sojusznikom i przy najbliższej okazji mieli dezerterować z armii niemieckiej, ewentualnie mogli też współpracować z wywiadem sojuszniczym. Nowi poborowi mieli te informacje przekazywać wszystkim Polakom wcielonym do armii niemieckiej.
Ci, którzy uciekali z frontu, z garnizonów czy też podczas urlopów, chronili się w lasach. Korzystali też z możliwości przerzutu do Szwecji, w czym pomagały im organizacje podziemne działające na Pomorzu Gdańskim. Józef C., leśniczy w miejscowości Trawice koło Libusza, potwierdza, że wciągnięty pod koniec 1940 r. do pracy konspiracyjnej w TOW „Gryf Pomorski” otrzymał między innymi zadanie udzielania pomocy i opiekowania się wszystkimi Polakami ukrywającymi się w nadzorowanym przez niego leśnictwie, a także zorganizowania bezpiecznej drogi przerzutu do Generalnego Gubernatorstwa ludziom uciekającym z obozów jenieckich i robót przymusowych. Do pracy tej zostali też wciągnięci zaufani leśnicy i robotnicy leśni. Józef C. aresztowany został 4.04.1943 r., a 2.07.1943 r. osadzony w KL Stutthof, ponieważ, jak podano w przyczynie aresztowania, wspierał polską organizację ruchu oporu, z którą z racji swojej funkcji leśniczego utrzymywał stały kontakt.
Odmowa służby wojskowej, przybierająca różne formy – od uchylania się od podpisania niemieckiej listy narodowościowej, przechodzenia na froncie do oddziałów przeciwnika, dezerterowania podczas urlopu, jak również prowadzenia akcji agitacyjnej w swoich jednostkach przez Polaków służących w Wehrmachcie, stała się powodem aresztowania rodzin osób uchylających się służby w Wehrmachcie, jak również ich samych.
Rodziny dezerterów, określanych w języku niemieckim „Deserteur” lub „Fahnen flüchtige”, zgodnie z zarządzeniem A. Forstera były wysyłane do odpowiednich obozów koncentracyjnych. KL Stutthof był pierwszym obozem, do którego zostali skierowani więźniowie z placówek gestapo z całego Okręgu Gdańsk–Prusy Zachodnie. Na podstawie częściowo zachowanej dokumentacji obozu koncentracyjnego Stutthof można stwierdzić, że przysyłano tu rodziny uciekinierów najczęściej po jedno- lub dwumiesięcznym okresie uwięzienia. Otrzymywały one w obozie status tzw. więźnia policyjnego (Polizeihäftling), wobec którego toczyło się nadal śledztwo. Po określonym terminie aresztu mężczyzn miano początkowo przesyłać do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, kobiety do obozu koncentracyjnego Ravensbrück, a niepełnoletnie siostry uciekinierów do obozu dla młodocianych Uckermark. Jednak, jak wynika z akt KL Stutthof, pozostawiono ich na miejscu, po pewnym czasie zmieniając im kategorię na więźnia „politycznego”.
Przykładowo, za ucieczkę z Wehrmachtu przyrodniego brata 4.04.1943 r. do KL Stutthof zostały skierowane Leokadia Z. wraz z matką Martą Z., aresztowane 10.06.1943 r. Zarzucono im, że po zjawieniu się w domu rodzinnym uciekiniera, Leona Z., nie złożono żadnego powiadomienia. Ponadto miano podejrzenie, że Leokadia Z. utrzymywała nielegalny kontakt z osobami, które działały wrogo wobec Niemiec. Wraz z nimi aresztowano i osadzono w KL Stutthof Franciszka M., który w swoim mieszkaniu udzielił kilkakrotnie schronienia Leonowi Z., nie powiadamiając policji o jego obecności.

(dd,ach)
foto
foto
foto
foto foto
foto

(Opracowano na podstawie:
D. Drywa, Polacy z III grupy DVL w obozie koncentracyjnym Stutthof z powodu odmowy służby wojskowej w Wehrmachcie, [w:] Pomorzanie w Wehrmachcie, materiały z XXI sesji naukowej w Toruniu, Toruń 2012; Relacje i wspomnienia więźniów w maszynopisie w AMSt;)