Orkiestra obozowa

foto

W 2011 r. zbiory Muzeum Stutthof zostały wzbogacone o skrzypce i smyczek – pochodzące od więźnia KL Stutthof, występującego w orkiestrze obozowej.

Kto dał myśl stworzenia orkiestry obozowej, to nie wiem, ale najbardziej „kręcił się” koło sprawy utworzenia orkiestry Austriak, który grał na wiolonczeli, z zielonym winklem, poza tym Bolek Cichocki z Gdańska, Janek Krzywiński z Grudziądza grał na klarnecie, a ja grałem na trąbce, Zaleski grał na jazzie, jak to nazywaliśmy na bębenku. Było nas najpierw pięciu. Potem, w miarę jak przychodziło więcej obozowców, została ogłoszona zbiórka na instrumenty. Kto mógł dać pieniądze, kto miał instrument, to pozwolili sprowadzić i w szybkim tempie orkiestra się rozrosła. Tak wspomina powstanie orkiestry obozowej złożonej z więźniów Roman Olszewski.

Jednym z członków orkiestry został Jerzy Orłowski: W tym czasie organizowała się orkiestra obozowa i potrzebny był skrzypek. Fryzjer Lutek, starszy numer obozowy, chcąc mi pomóc powiedział o mnie kapelmistrzowi. Znaleziono jeszcze jednego pianistę w osobie kolegi Lewandowskiego, z zawodu lekarza. Egzamin odbył się na placu apelowym. Dali mi skrzypce, a Lewandowski zasiadł do pianina, które biegiem przynieśli obozowcy. Graliśmy w temperaturze poniżej zera, prawie nago. Kapelmistrz postawił na pulpicie nuty „Sterr von Rio”. Utwór bardzo dobrze przez nas znany. Nie bardzo palce nam chodziły, ale zagraliśmy. Brawa od zebranych kapo i blokowych zadecydowały o przyjęciu do orkiestry.

Jednym z głównych zadań orkiestry obozowej było przygrywanie więźniom podczas ich wymarszu do pracy, jak i ich powrotu do obozu. Widok taki zapamiętał J. Orłowski: Każdego ranka staliśmy przed główną bramą Starego Obozu […]. Przez bramę wychodziły komanda robocze. Jak to wszystko makabrycznie wyglądało, trudno opisać. O ironio!!! Wracające, zmaltretowane grupy robocze niosły na plecach trupy kolegów zamordowanych w lesie. Jak na urągowisko ludzkie, nasza orkiestra przygrywała różne skoczne melodie. Cyrk w piekle – tak to rozumiałem.
Inny więzień, Stefan Dudziński przytacza fakt, że: Orkiestra obozowa grała przy wyrokach, w niedziele po południu. Przy wyrokach śmierci grali to, co im Niemcy kazali, np. walce Straussa.

foto Jednak granie w orkiestrze nie oznaczało zwolnienia od pracy. J. Orłowski pisze, że: Po wyjściu komand instrumenty szybko na blok i biegiem do swojej kolumny. Początkowo nie mieliśmy żadnych ulg. Po paru miesiącach nasz zespół stanowił pełną orkiestrę symfoniczną. Przeniesiono nas do baraku specjalnie dla nas przygotowanego, ale właściwie niczym nie różniącego się od innych. Baraczek leżał w pobliskim sąsiedztwie kuchni, to też często przychodzili do nas kucharze posłuchać orkiestry. Ta znajomość z kucharzami była dużo warta, zawsze jakiś lepszy kocioł dostaliśmy na obiad.

Pod koniec 1943 r. orkiestra zaczęła dawać koncerty niedzielne w blokach, w kantynie obozowej oraz na placu apelowym: W każdą niedzielę odbywały się występy orkiestry obozowej, w których brali udział, jako słuchacze, również esesmani. [Wspomina były więzień Bronisław Gawroński] W grupie Żydów przywiezionych z Francji było kilku doskonałych muzyków, z których jeden, o ile dobrze pamiętam nazwisko, Gurewicz, brał udział w orkiestrze grając na fortepianie do chwili zauważenia go przez esesmana, który uzyskawszy potwierdzenie odnośnie przynależności narodowej Gurewicza, spowodował zniknięcie tego ostatniego z naszego grona. Co się z nim stało, nikt nie wiedział. Gurewicz był uczniem Ignacego Paderewskiego”.

Maria Klosek-Reiter ze szczególnym wzruszeniem wspomina występ orkiestry podczas świąt Bożego Narodzenia: Jeden raz miałyśmy koncert na męskim lagrze. Było to na gwiazdkę 1943 r. Orkiestra obozowa grała wtedy utwory symfoniczne. Dyrygował więzień Niemiec z zielonym winklem. Grali wtedy również „Cicha noc”. Było na tym koncercie około 100 osób.

Orkiestrę obozową w KL Stutthof wspomina również Jan Kusiewicz, po wojnie solista Państwowej Opery i Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku: W tym ciężkim dla nas okresie jedynymi jasnymi momentami były nieliczne występy orkiestry obozowej – złożonej z więźniów – muzyków zawodowych i amatorów. „Koncerty” odbywały się w niedzielę po obiedzie, na których program składały się pieśni patriotyczne, ludowe oraz pieśni o tematyce obozowej. Istniał też kwartet wokalny, którego kierownikiem był Roman Langowski. Jednym z członków kwartetu był Jan Nietyksza – solista opery lwowskiej i warszawskiej, którego przywieziono z powstania warszawskiego. W skład kwartetu wchodził również bas Eugeniusz Wodziński. W więźniów muzyków był znany obecnie dyrygent i kompozytor Edward Bury, który tworzył pieśni i kantaty opierając się na tekstach poetów obozowych[…]. Spotkania z muzyka odbywały się na bloku XV, gdzie było pianino i inne instrumenty. Pamiętam zespół rosyjski grający na bałałajkach i śpiewający swe „Narodne piesni”. Wszystkie te występy wywierały ogromny wpływ na psychikę udręczonych ludzi. Od chwili, kiedy Niemcy ponieśli klęskę pod Stalingradem występy muzyków nie napotykały większych przeszkód ze strony esesmanów, kontrolowali oni tylko program wieczorków muzycznych, narzucając utwory popularne kompozytorów niemieckich”.

(oprac. na podstawie relacji i wspomnień byłych więźniów KL Stutthof, maszynopisy w Archiwum Muzeum Stutthof)

(dd, ach, wl)
foto foto foto