Fluchtpunkt

foto

Zamknięci w obozach koncentracyjnych czy obozach jenieckich więźniowie, nie zawsze poddawali się biernie obozowemu reżimowi. Mimo grożących kar, z karą śmierci włącznie, oprócz uczestniczenia w obozowym ruchu oporu, podejmowali również próby ucieczki z obozu. Ucieczka z obozu koncentracyjnego Stutthof, ze względu na jego położenie, miała nikłe szanse powodzenia. Naturalną barierę nie zachęcającą do ucieczek stanowiło samo otoczenie obozu. Wieś Stutthof, u początku której założono obóz, znajdowała się w przedwojennych granicach Wolnego Miasta Gdańska, z ludnością wrogo nastawioną do osadzonych w obozie więźniów, a cały teren pocięty licznymi kanałami, graniczy od północy z morzem, od zachodu z Wisłą, a od południowego wschodu Zalewem Wiślanym.
Już pierwszego dnia, kiedy więźniowie rozpoczęli budowę obozu, Augustyn Sikorski wspomina, że zostali przez komendanta Maxa Pauly’ego poinformowani, iż: ..każda próba ucieczki z góry skazana (jest) na niepowodzenie, a będzie miała w dodatku ten skutek, że za jednego uciekiniera będzie rozstrzelanych pięciu. Groźba ta spełniła się już w październiku 1939 r., kiedy to, jak podaje Augustyn Sikorski: Dwóch więźniów uciekło, próbując przepłynąć Wisłę lub jeden z kanałów na Żuławach. Przyniesiono ich na noszach przed apelem wieczornym. W tym samym dniu usypano nasyp kulochwyt. Po apelu wieczornym silny oddział esesmanów okrążył stojących na apelu – po czym SS-Hauptsturmführer Gust wyczytał z listy pięciu więźniów, a pozostałych wybrał pośród stojących na apelu. Dziesięciu zaprowadzono pod nasyp i na oczach obecnych rozstrzelano ich.
Inny więzień obozu Stutthof, Jan Urbaniak sam przyznaje, że: Ucieczki z obozu były bardzo utrudnione, z dwóch stron obóz był ujęty widłami Nogatu, a z trzeciej strony była zatoka morska. Ponadto istniała zbiorowa odpowiedzialność za ucieczkę więźnia. Niejeden po prostu nie chciał brać na sumienie rozstrzelanych za jego ucieczkę innych więźniów. Na przykład widziałem w pierwszych dniach listopada 1939 r. w Stutthofie, że za ucieczkę dwóch więźniów, zresztą schwytanych i zabitych, rozstrzelano na apelu 10 innych więźniów z zapewnieniem, że za następną ucieczkę rozstrzelają za jednego uciekiniera 10 więźniów.
Ucieczki z obozu Stutthof można podzielić na ucieczki tzw. „fingowane”, o czym wspomina Antoni Dulski: Pewnego razu więzień E. Lewandowski oddalił się od miejsca pracy i chciał pójść do zabudowań do gospodarzy poprosić o coś do jedzenia; posten, uważając go za usiłującego uciec z obozu, zastrzelił go; gdy wracaliśmy z pracy, pozostawiono go leżącego w tym miejscu do drugiego dnia. Dopiero więźniowie pojechali saneczkami i go przywieźli. Było to w zimie 39/40.
W wyniku postrzału w czasie ucieczki miał oficjalnie zginąć ks. Jan Lesiński. W rzeczywistości, jak podaje Antoni Dulski: ks. Lesiński wyszedł do ustępu, a tej nocy esesmani upili się i urządzali straszne awantury. Lesiński widocznie szedł nie tą drogą, którą należało chodzić i zastrzelono go. Tego dnia do Leichenträgerów (nosicieli zwłok) akurat ja zostałem wyznaczony. Po szliśmy z kolegami po trumnę i zobaczyłem ks. Lesińskiego. Miał przestrzelone piersi.
W 1940 r. takich „ucieczek” odnotowano w przypadku 33 więźniów. Natomiast rzeczywistych ucieczek z obozu Stutthof, podjęło siedmiu więźniów. Natomiast w 24 przypadkach miały miejsce ucieczki z podobozów. Największa ilość ucieczek miała miejsce w 1944 r., kiedy to z obozu macierzystego KL Stutthof próbowało uciec 37 więźniów, a z jego podobozów 71 więźniów. Nie wszystkie jednak kończyły się sukcesem.

foto

Od 1942 r. za ucieczki więźniów .przestano stosować odpowiedzialność zbiorową. Nikołaj Morosow, przyłapany na ucieczce z podobozu Pölitz (Police), otrzymał karę 25 uderzeń. Inny więzień, o którym pisze Jan Urbaniak: Ów Rosjanin wykorzystał rów odwadniający, ciągnący się od połowy placu budowy w kierunku na Steegen (Stegna). Rów ten o głębokości około 2 m napełniony wodą do około 75 cm stał się drogą do wolności uciekiniera. Nie zauważony przez nikogo, zanurzył się w zatęchłej wodzie i ruszył w kierunku Postenketty (posterunku). Ale miejsce przecięcia rowu z łańcuchem wartowniczym obsadzone było wartownikiem z psem. (…) Po przebrnięciu kilkunastu metrów uciekinier znalazł się w lesie, którym powędrował w kierunku Steegen. Tu zdecydował się przeczekać w sągach drzewa opałowego z zamysłem dalszej wędrówki w nieznane dopiero w nocy. Nocy jednak nie doczekał, ponieważ około godziny 22 00 psy wytropiły jego kryjówkę. Schwytanego w stanie pożałowania godnym bito pałkami, szczuto psami, a po żałosnym powrocie wpakowano do bunkra. Nie danym mu było chodzić ze znakiem uciekiniera na plecach – został powieszony.
foto
27 grudnia 1944 r. w KL Stutthof odbyła się egzekucja przez powieszenie dwóch rosyjskich braci, Leonarda i Lorenza Gajewskich. Wraz z trzecim więźniem, Georgiem Bojkowem podjęli próbę ucieczki z podobozu Gotenhafen (Gdynia). Bracia Gajewscy zostali złapani 8 grudnia 1944 r. i skazani na karę śmierci, G. Bojkow został ujęty 14 stycznia 1945 r.
Inny więzień, Rosjanin Wasili Bojko, według zachowanej w jego aktach notatki, podjął 8 czerwca 1944 r. próbę ucieczki i ukrył się w okolicy obozu. Został odnaleziony w czasie zarządzonych poszukiwań. W. Bojko otrzymał kółko uciekiniera, jakim był czarno- biało- czerwony punkt (tzw. Fluchtpunkt). Naszywano go na piersi i na plecach więźnia podejrzanego albo złapanego na ucieczce. Tak oznakowany więzień znajdował się pod szczególną obserwacją władz obozowych i nie mógł wychodzić do pracy poza obóz. Mógł też zostać zastrzelony bez żadnego ostrzeżenia przy kolejnej próbie ucieczki.
Nie zawsze nieobecność więźnia podczas zbiórki jednoznaczna była z jego ucieczką: Upał, duchota, zmorzyły nawet najbardziej aktywnych kapo. Kto tylko miał okazję, gdzieś się zadekował. Najwięcej okazji było na poddaszu baraków nowego obozu. Któryś z häftlingów zaszył się w watę szklaną rozciągniętą na poddaszu drugiego baraku w trzecim rzędzie i zasnął. Kiedy o godzinie 19,00 zakończono pracę, w komandzie stawiającym baraki zabrakło jednego häftlinga. Wszystkie komanda ustawiono na placu budowy. Tylko komando o niepełnym stanie szuka swego kolegi. Kommandoführer sprawił lanie kapo, kapo wali pałką swego hilfskapo, ten też z kijem w ręku pomaga szukać brakującego. Wzmocniono łańcuch wartowniczy i sprowadzono oddział z psami gończymi. Rozpoczęło się powtórne systematyczne przeszukiwanie terenu. Przystawiono także drabiny do dziur w stropie, prowadzących na poddasze baraków. Psy sprawnie włażą po drabinach i wszędzie węszą. W końcu znaleziono zbiedzonego häftlinga. Gdy schodził po drabinie napuszczono na niego wszystkie psy, które z zajadłością atakowały biedaka. Do swego komanda doczołgał się, bity bez przerwy przez kapo i jego pomocników. Po dwóch godzinach oczekiwania i stania na placu można było odmaszerować do obozu na kolację i spoczynek […]. Ofierze wymierzono następnego dnia 25 batów na koźle i tydzień bunkra. Po wyjściu z niego nosił czerwony znak na czarnym kole wymalowany na plecach, wspomina więzień Zbigniew Ostrowski, który też stwierdza, że: Prób ucieczek było sporo, przeważnie z placu budowy, rzadziej z aussenkomand (podobozów) i wszystkie nieudane. Z samego obozu nikt też ucieczki nie próbował, chociaż legenda obozowa o takiej udanej ucieczce mówiła. Co prawda nikt nie wiedział, kiedy to było, ani kto uciekł, ale legenda pozostała. W tym czasie, kiedy Zbigniew Ostrowski przebywał w KL Stutthof [od wiosny 1943 r. do czerwca 1944] rzeczywiście niewiele było podejmowanych ucieczek. W całym 1943 r. odnotowano 5 ucieczek z obozu głównego, a tylko 2 z podobozów, ich znaczny wzrost nastapił dopiero w II połowie 1944 r.,
W zbiorach Muzeum Stutthof znajduje się jeden egzemplarz Fluchtpunktu, podarowany przez byłego więźnia, Macieja Gwiazdę, w 1978 r.

/dd, ach, wl/
(opracowano na podstawie:
Maria E. Jezierska, Ucieczki z obozu koncentracyjnego Stutthof na tle dokumentów, [w:] Stutthof. Zeszyty Muzeum, nr 10;
Relacje i wspomnienia b. więźniów KL Stutthof, maszynopisy w AMSt)

Dokument zgonu Henryka Wagnera, z adnotacją o zastrzeleniu podczas ucieczki

Depesza komendanta KL Stutthof do Inspektoratu Obozów Koncentracyjnych z informacją o schwytaniu zbiega Aleksandra Skrzypczyńskiego

Pismo z podobozu w Policach do komendantury KL Stutthof z informacją o ucieczce dwóch więźniów