Trąbka obozowa

foto

W obozach koncentracyjnych codziennie rano i wieczorem odbywały się apele. Jak wspomina Bronisław Gawroński: Ranne apele były tragedią dla tych, którym zabrakło sił do wyjścia z baraku. Obsługa baraku: blokowi i szrajberzy [Schreiber - pisarz] wyrzucali słabych przed barak, a przybyli esesmani w rzekomym zamiarze pobudzenia do powstania, kopali leżących i łamali żebra, dokonując bestialskiego morderstwa, po czym po skończonym apelu zabierano wszystkich leżących i z grupą chorych kierowano do szpitala, a w dalszej drodze do krematorium.
Funkcję Rapportführera w KL Stutthof pełnił SS-Oberscharführer Arno Chemnitz. Przed nim składano meldunki o stanie liczebnym obozu: Głównym zadaniem Chemnitza było prowadzenie apeli rano i wieczorem. Myśmy musieli przygotowywać jemu raporty z dokładnym wyliczeniem, ilu więźniów jest na sztubach [sztuba – izba w baraku], ilu na rewirze [rewir – szpital obozowy], ilu zmarło czy wysłano z obozu. Meldunki przynosił nam Bizewski [Emil Bizewski - pisarz obozowy]. Bardzo często przed apelem przychodził do naszego biura Chemnitz i zabierał przygotowany raport. Ilość więźniów podana w tym zestawieniu musiała zgadzać się co do jednej osoby ze stanem faktycznym – ilością więźniów na apelu, rewirze itp. Kiedy stan się nie zgadzał, liczono jeszcze raz, natychmiast też dawano znać do Berlina. W czasie apelu wszyscy bardzo się denerwowaliśmy, dopiero głos trąbki ogłaszający zwinięcie Postenketty [Postenkette – linia posterunków] świadczył, że wszystko jest w porządku- wspomina pracujący w biurze ewidencji obozu [Rapportabteilung] jeden z więźniów, August Sikorski.
foto
Podczas porannego apelu oraz w południe podczas przerwy obiadowej i wieczorem grany był hejnał obozowy, a sygnał trąbki obwieszczał zakończenie, trwającego nieraz wiele godzin apelu. Początkowo, jeszcze w Starym Obozie grał go więzień Roman Olszewski, później w Nowym Obozie grał go jego twórca Ksawery Blaszke:
W pewnym momencie, [w Starym Obozie] nie wiem na czyje zarządzenie, przypuszczalnie Rapportführera, dostałem polecenie, żebym na każdy apel przychodził z trąbką. Byłem najpierw na apelu, a po odliczeniu szedłem do przodu, po drabinie wchodziłem na dach baraku i czekałem na znak Rapportführera Chemnitza. Jak wszystko się zgadzało, dawał mi znak i wtedy moim zadaniem było trąbić na cztery strony świata sygnał, aby esesmani schodzili z posterunków, z postenketty, jak się to nazywało. Jeśli stan się zgadzał, to musiałem sterczeć na tym dachu tak długo, aż dali znak, czasem godzinę i dłużej. Namarzłem się nieraz porządnie, bo czasem trwało to dość długo. Raz gdzieś schowali się więźniowie, to trwało kupę czasu, aż ich z psami znaleźli. To czekanie trwało czasem godzinę, dwie, ale najdłuższe apele to były już na Nowym obozie, a wtedy grał już na trąbce Blaszke, bo ja zachorowałem w Starym Obozie na tyfus…
foto
Na zakończenie apelu wieczornego również śpiewana była przez więźniów pieśń obozowa „Das Lagerlied”, której twórcą był niemiecki więzień, kapo Arbeitsainsatz [biuro zatrudnienia więźniów], Erich Rössler. Pieśń opowiadała o ciężkiej pracy więźniów i ich tęsknocie do rodzinnych stron:



Na wydmach, nad Bałtykiem,
w czasach historycznych przemian,
w upale lata, w głębokim śniegu
zbudowały skrzętne dłonie
w sosnowym lesie obóz koncentracyjny,
nazwany Stutthof – koło Grosser Werder.
I krok nasz został od dawna spętany
A tylko piosenka żyje w obozie.
W szarych porankach idziemy do lasu,
Aby wypełnić naszą odpowiedzialność.
Los nasz zmusza gwałtownie do walki
I do codziennego przymusu.
Tęsknoty powstały i troski minęły,
a myśli są poza drutami.
I kiedyż zobaczymy znów strony rodzinne
Cel naszych codziennych marzeń.


(dd, ach, wl)