Listy obozowe

foto

Obok dokumentacji wytworzonej przez obozową administrację, w Archiwum Muzeum Stutthof gromadzone są także inne dokumenty, jak listy obozowe pisane przez więźniów do rodzin, które były jedynym łącznikiem więźnia ze światem zewnętrznym. Listy, pisane były w języku niemieckim i przechodziły przez cenzurę obozową, dlatego wiadomości w nich przekazywane były najczęściej jednakowe – podziękowanie za paczkę i informowanie najbliższych o dobrym samopoczuciu. Jednak list obozowy, zawierający podstawowe dane o więźniu, czyli imię i nazwisko oraz numer obozowy, w przypadku gdy nie zachowały się inne dokumenty, jest czasami jedynym śladem po osobie osadzonej w obozie koncentracyjnym.

Wśród zbioru tzw. korespondencji legalnej Archiwum Muzeum Stutthof posiada również oryginalne listy wysyłane do rodzin z innych obozów koncentracyjnych, do których odsyłano więźniów z obozu Stutthof, miedzy innymi listy wysyłane z obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Do tego obozu już 9 i 19 kwietnia 1940r. z obozu Stutthof odesłano łącznie ok. 1800 więźniów. Dobór więźniów do tych transportów nie był przypadkowy. Kiedy w styczniu 1940r. w obozie Stutthof odbyło się posiedzenie Policyjnego Sądu Doraźnego,89 więźniów otrzymało wyroki śmierci, które wykonano 11 stycznia i 22 marca 1940r., a ok. 1800 więźniów – między innymi księży, nauczycieli, działaczy Związku Zachodniego, Związku Polaków w Niemczech, kolejarzy, urzędników polskich skazano na pobyt w obozie koncentracyjnym. Obozem takim dla aresztowanej polskiej ludności z Pomorza był obóz koncentracyjny Sachsenhausen, gdyż wówczas obóz Stutthof nie miał jeszcze statusu obozu koncentracyjnego. Dnia 8 kwietnia, po południu, znów coś nowego. Blokowi biegają po barakach, podając do wiadomości, że wszyscy księża, klerycy i zakonnicy mają się stawić na placu w pobliżu komendantury. Formuje się wielki transport do Sachsenhausen. Tam duchowni mają mieć lepsze warunki egzystencji. Brat Kaczmarek pakuje swoje manatki, żegnamy się serdecznie, już chyba na zawsze, dołącza się do tego transportu i odjeżdża, tak zapamiętał ten dzień Wacław Mitura.

foto

Ks. Wojciech Gajdus potwierdza nadzieje, jakie więźniowie żywili, odjeżdżając z obozu Stutthof: Zaraz po świętach zapowiedziano wielką rewizję.[…] Po rewizji – odwszawianie, kąpiel i ostatnia noc w Stutthofie. Cel drogi był nam nieznany. Znowu jednak, podobnie jak kilka miesięcy temu, mówiło więzienne serce, tęskniące za nową celą: „Wszędzie, byle nie tu”. Nigdzie chyba nie może być gorzej, aniżeli w tym przebrzydłym Stutthofie! Dziewiątego kwietnia rano zajechały samochody. Co zdrowsi poszli pieszo na dworzec do Tiegenhofu [Nowy Dwór Gdański]. Starcy, kulejący i chorzy wyjechali transportówkami.[…] Wyjeżdżamy z lasu. Głośno warczy motor. Ciepły wiosenny wiatr muska twarze. Przed nami leżą słońcem zalane niziny gdańskie, szachownice zielonych pól, przecięte kanałami. Świat za nami. Świat przed nami. Tyle grozy – tyle piękna.

Po przybyciu do KL Sachsenhausen, jak wspomina jeden z więźniów z wysłanych tym transportem, Włodzimierz Wnuk, sekretarz Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni, aresztowany 14 września 1939r. wraz z innymi pracownikami tej szkoły: Po sprawdzeniu, czy czasem nie zgubił się ktoś z nas po drodze, kazano nam rozebrać się do naga, po czym wszystkie nasze ubrania, bieliznę, przedmioty znajdujące się w kieszeniach i walizkach, dosłownie wszystko odebrano nam i wpakowano do worków. Ci, którzy mieli przy sobie medaliki, różańce lub książeczki do nabożeństw stawali się przedmiotem specjalnych szykan i szyderstw; dewocjonalia powyższe wyrzucano do kosza, naigrywano się z nich w sposób bezprzykładny jak również i z tych, u których je znaleziono. Więźniów poinformowano również, że: W obozie jest miejsce tylko dla zdrowych i nieboszczyków. Chorych w obozie nie ma i być nie może.

Obóz koncentracyjny Sachsenhausen był jednak dla wielu więźniów jedynie miejscem przejściowym. 31 maja 1940r. przeprowadzono wśród nich selekcję – zdolnych do pracy skierowano do budowanego obok obozu koncentracyjnego Mauthausen nowego obozu w Gusen, przeznaczonego dla polskiej inteligencji. Księża pozostali chwilowo w Sachsenhausen, stąd ci, co przeżyli, odesłani zostali do obozu koncentracyjnego Dachau.

foto
Wśród więźniów, którzy pozostali w KL Sachsenhausen byli Roman Bellwon, przedwojenny działacz Związku Zachodniego i ZHP, oraz Stanisław Tysarczyk, pracownik Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku, aresztowani we wrześniu 1939r.