Zakazane uczucia

foto

Wbrew zakazom i intencjom władz obozowych, nie udało się w więźniach obozów koncentracyjnych zabić wszelkich uczuć. Pomimo terroru i szykan, pomimo głodu i strachu więźniowie w miarę możliwości pomagali sobie nawzajem, gdyż tylko w ten sposób mogli egzystować w obozie w nadziei na odzyskanie wolności.
Opieką współwięźniów został w obozie otoczony czeski więzień, Vladek Rygier: „Miałem też w obozie „swoją matkę” – Rogozińską, która dbała o mnie jak o syna. Pracowała w Effektenkammer [magazyn rzeczy odbieranych więźniom], gdzie często chodziłem, rozmawiałem, śpiewałem czeskie piosenki. Często dawała mi jeść, przynosiła ubranie, bieliznę”.

Fakt udzielania pomocy innym więźniom potwierdza Helena Jarocka: „Wykorzystywałyśmy wszystkie okazje, by pomagać współwięźniom, jak tylko się dało. Organizowałyśmy garderobę, zwłaszcza swetry tak upragnione przez mężczyzn, robiłyśmy im skarpety i nauszniki na drutach i co która potrafiła. Helena Gwiaździna po stracie swego młodszego syna Wojtka, została przybraną matką grupy młodych chłopców, którzy wozili z kuchni jedzenie dla lagru kobiecego. Dożywiała ich, zbierając po sztubach chleb, ubierała zdobywając od innych więźniarek różne części garderoby. Wkładała w tę akcję wiele serca i nikt jej nie odmówił pomocy”.

Podobnie postąpili więźniowie duńscy, w których baraku zamieszkali Żydzi – mężczyźni i chłopcy, Martin Nielsen wspomina, że: „Daliśmy im, szczególnie małym chłopcom, wszystko czego mogliśmy się wyrzec. Większość Duńczyków wzięła sobie „podopieczne dzieci”, o których dbali, jak tylko mogli najlepiej. Racje żywnościowe dla Żydów wynosiły tylko połowę zwykłej racji więźnia.[…] >Odkryłem ,że moje dwoje podopiecznych dzieci nie zjada chleba, który im daję, a tylko dzielą się obiadem<- powiedział mi Vejle […] – >chleb natomiast zanoszą do ogrodzenia i przerzucają do swoich matek i najmniejszego rodzeństwa<”.

W obozie zawiązywały się również przyjaźnie i miłość. Jak napisał w swoich wspomnieniach z pobytu w KL Stutthof, Balis Sroga: „W obozie panował swoisty styl miłości, nie trzeba było wiele, by narodziło się uczucie; jedno, drugie przyjazne spojrzenie, jeden przelotny uśmiech czy przesłany z dala pocałunek – wszystko to oznaczało miłość”. Sytuację taka opisała Helena Jarocka: „Był w lagrze Iwan – nadzwyczaj urodziwy, wysoki, szerokobary młody Rosjanin. Jasnowłosy, niebieskooki, z zadartym małym noskiem. Sympatia z daleka Zosi Kurkowskiej. Pełnił rolę „rasowego konia” Sam komendant Hoppe jeździł w niego dwukółką. Iwan musiał dreptać stępa, biec galopem. Komendant przemawiał do niego hasłami, jakich zwykle używa się w stosunku do koni. Miał ozdobną uprząż, ku chwale komendanta. Przejeżdżał często przez obóz, a Zosia wodziła za nim zachwyconym wzrokiem. Trwało to około pół roku, potem nagle Iwan znikł. Pracując z Zosią – już w czasie prac rolnych, pewnego niedzielnego popołudnia, przy przenoszeniu słomy ze stogu, spytała się Zosia przechodzących Rosjan, co stało się z Iwanem. Dowiedziała się wtedy, że zmarł niedawno na tyfus. Rozpłakała się biedna z żałości, że taki dorodny i silny, młody, zdawało się, że niezwyciężony, a zmarł w tym przeklętym lagrze”.

Balis Sroga pisze, że: „Spotkania z dziewczętami były zabronione, a prowadzenie rozmów niedopuszczalne. Batem odpędzano gapiów od kolczastego drutu. Ale im więcej trudności należało pokonywać, tym gorętsza stawała się miłość. Cóż mogła znaczyć przeszkoda z drutu kolczastego? Cóż tam wszystkie przeszkody? Głupstwa i tyle”. Tak było w przypadku Vladka Rygiera, który zakochał się w więźniarce: „W tym czasie kochałem się w Otylce, spotykałem się z nią dwa lata. Na trzy miesiące przed końcem wojny, kiedy już Niemcy uciekali z lagru, był alarm i ja uciekłem ze Starego Obozu do Effektenkammer. Spotkał mnie Posten i kazał wrócić, a ja przez Waschraum [umywalnia] pobiegłem do Effektenkammer. Otylka była ze mną razem.[…] W tym czasie odbywała się już stopniowo ewakuacja obozu, ja natomiast zostałem do końca. […] 1 maja [1945 r.] miał wyruszyć następny transport ewakuowanych. Powiedziałem do Otylki, że ma zostać, że postaram się o to, żebyśmy pojechali razem.[…] Chciałem 5 maja wyjechać z Otylką. W tym dniu wcześnie rano był alarm, ja byłem na Nowym Obozie. Rano o godzinie trzeciej zabrali wszystkie kobiety i o godzinie czwartej rano załadowali transport na pociąg. Ja tego nie zauważyłem i dopiero później się zorientowałem, że Otylka też poszła. Trudno sobie wyobrazić moje zmartwienie i żal, ale cóż mogłem zrobić. To mnie jedynie pocieszało, że wymieniliśmy swoje adresy. Postanowiłem teraz po wyjściu z obozu napisać do jej rodziców”.

Potwierdzeniem tych słów są także powstałe w obozie prace, rysunki czy wiersze, znajdujące się w zbiorach Muzeum Stutthof. Wiersze „Serce w lagrze” i „Panienka z obozu” pochodzą z przekazanej przez Stefanię Łozińska w 1985 r. kopii powstałego w KL Stutthof śpiewnika, zawierającego m. in. kolędy, modlitwy, wiersze, pieśni religijne.

Wiersz, z podziękowaniem za przekazany sweter, dla Franciszki Lewińskiej napisał więzień Wacław Gajdziński. Do zbiorów Muzeum Stutthof przekazał Alojzy Lewiński.

(dd, ach)

(opracowano na podstawie: Balis Sroga, Las Bogów; Martin Nielsen, Raport ze Stutthof; wspomnienia więźniów w maszynopisie w Archiwum Muzeum Stutthof)