Noworoczne życzenia

foto

Początek 1945 r. więźniom KL Stutthof przynosił ogromną nadzieję, że „1000-letnia Rzesza” dozna klęski”, jak wspomina były więzień KL Stutthof, Jan Maziakowski. 12 stycznia 1945 r. rozpoczęła się zimowa ofensywa Armii Czerwonej, o której informacje docierały także do KL Stutthof. Jan Maziakowski pisze, że: „Po gwiazdce czuło się pewną dezorganizację w obozie. Nadchodziły wiadomości o zaczętej przez Rosjan wielkiej ofensywie. Wreszcie nadleciał nad obóz samolot z wyraźną czerwoną gwiazdą, okręcił się i nie nękany przez nikogo z obozu, odleciał. Wiedzieliśmy, że długo to nie potrwa”.

Sytuacja w obozie stawała się niepewna, tym bardziej, że władze obozowe do końca nie zrezygnowały z wykonywania egzekucji. „Jedni pocieszali drugich, ale kto przeżyje? [tak swoje ostatnie dni pobytu w obozie wspomina inny więzień, Ambroży Łepek]. Zamknięto wszystkie bramy dla pracujących na zewnątrz obozu. W obozie wzmógł się terror. Każdy krył się, gdzie mógł, żeby tylko nie być na oczach zbirów. Na placu z jednej strony szubienica, z drugiej choinka. Było to na początku stycznia 1945 r. [według innych więźniów sytuacja ta miała miejsce w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, 25 grudnia 1944 r.]. Przed apelem wieczornym wywołano na dziedziniec więźniów z wszystkich bloków. Do szubienicy doprowadzono więźnia. Policjant lagrowy Zielonka [Fritz Selonke] założył mu pętlę na szyję. Padł rozkaz: >Mütze ab!<. Przeszył nas dreszcz, gdy skazaniec miast zawisnąć stanął na nogach. Zerwała się bowiem linka. Zielonka związał pętlę, wprowadził ponownie skazańca i założył mu pętle na szyję. Usłyszeliśmy ten sam rozkaz: >Mütze ab!<. Powtórnie zobaczyliśmy stojącego na nogach skazańca, który miłosiernie patrzył na zerwaną linkę. Po raz trzeci już nie próbowano. Jak jednak doszły nas słuchy – spalono go w krematorium z przestrzeloną od tyłu głową. […] Odgłosy kanonady zbliżały się. Esesmani czuli się niepewnie. Więźniowie zaczęli potajemnie rozsiewać wiadomości, że Niemcy będą nas wywozić”.

Nawet jeszcze w tych ostatnich dniach przed rozpoczęciem ewakuacji lądowej części więźniów KL Stutthof, pomimo zbliżającego się frontu, w obozie miały miejsce zbiorowe egzekucje. 16 stycznia 1945 r. stracono ośmioro więźniów, a 20 stycznia następnych czterech. Wszyscy straceni przysłani zostali do KL Stutthof pod koniec grudnia 1944 r. lub na początku stycznia 1945 r. Wzbudzało to niepokój wśród pozostałych więźniów. Jak w swoich wspomnieniach pisze Stanisław Mieszkowski: „Po obozie zaczęły krążyć plotki. Jedni mówili, że wszystkich zlikwidują i że należałoby zrobić powstanie, inni odwrotnie – że obóz będzie ewakuowany i należy zachować spokój, który pozwoli większej części więźniów uratować życie. Nocą często były alarmy lotnicze, w czasie których nie wolno było opuszczać baraków. W obozie gaszono światła, a esesmani z bronią maszynową wzmacniali pogotowie obozowe. Wśród więźniów wzrastało napięcie”.

foto

Wraz ze zbliżającym się frontem wzrastała wśród więźniów nadzieja odzyskania wolności, o czym wspomina Kazimierz Wojciechowski: „Styczeń 1945 r. był mroźny i śnieżny. Głodni i wychudzeni boleśnie odczuwaliśmy skutki tej zimy. W tym czasie chroniłem się przed mrozem owijając się w papierowy worek. W drugiej połowie stycznia pewnej nocy usłyszeliśmy dalekie pomruki kanonad artyleryjskich. Każdego dnia słychać je było bliżej. Wszyscy żyliśmy teraz nadzieją rychłego wyzwolenia nas. Lecz nadzieje nasze rozwiały się, gdy w parę dni później zaczęto robić przygotowania do ewakuacji obozu”.

16 stycznia 1945 r. wyższy dowódca SS i Policji w Okręgu Gdańsk – Prusy Zachodnie, Fritz Katzman, ogłosił rozkaz operacyjny do planu „Eva-Fall”, obejmującego ewakuację niemieckiej ludności cywilnej z podległego mu okręgu oraz więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof. W tym czasie wojska rosyjskie znajdowały się już na przedpolach Elbląga i Malborka. W tej sytuacji władze obozowe przystąpiły do likwidacji części dokumentów i urządzeń obozowych, czego świadkiem był Stanisław Mieszkowski: „W drugiej połowie stycznia z baraków, w których więźniowie pracowali zaczęto ewakuować maszyny. Rozbierano je i pakowano do skrzyń. Pakowano również materiały zmagazynowane do przerobu w warsztatach obozowych. Wszystkie te maszyny i materiały ładowano następnie na wagony kolejki wąskotorowej i wywożono z obozu. Pod koniec stycznia ogłoszono, że obóz będzie ewakuowany. Następnie wydano prowiant wszystkim więźniom na dwa dni. Prowiant ten każdy więzień skonsumował natychmiast po otrzymaniu”.

Po ogłoszeniu rozkazu specjalnego komendanta KL Stutthof, Paula Wernera Hoppe’go, „25 stycznia 1945 r. [jak wspomina Jan Maziakowski], przy pięknej słonecznej pogodzie, a przy mrozie i głębokim śniegu, uformowano nas w kolumny marszowe […] wydając nam po pół bochenka chleba i pół margaryny na drogę”.

Swoją tęsknotę i nadzieję na odzyskanie wolności więźniowie dawali wyraz także w swoich pracach i życzeniach składanych sobie nawzajem pod koniec 1944 r., a które znajdują się w zbiorach Muzeum Stutthof.


/dd, ach/
(opracowano na podstawie relacji i wspomnień więźniów KL Stutthof, znajdujących się w zbiorach Archiwum Muzeum Stutthof)