„Ruch oporu” w obozie koncentracyjnym

foto

Jak pisze w swoich wspomnieniach Stefan Krukowski: „Obiegowe kategorie zła i dobra, stosowane w normalnych społeczeństwach i w normalnych warunkach, w obozach były bezużyteczne. W obozach koncentracyjnych faworyzuje się wprost osobników złych, stwarza się im wszelkie warunki dogodnego rozwoju. Więcej, tu tworzy się nowe zastępy ludzi złych. Zło jest premiowane, ze zła się żyje. Zło daje pozycję, stanowiska i zaszczyty. Jednocześnie obserwowane są i efekty zła. […] Tu nie wystarczy kopnąć „psa”. Tu trzeba go skopać na śmierć… […]Człowiek zły w obozie stale i systematycznie czyni zło. Tu zło dotyka każdego. […] A tu zło – to sterty pomordowanych. Z kolei dobro nie mogło się w obozie manifestować w sposób prosty. W obozie uśmiech nie dawał życia.[…] Cóż osłabionemu pracą i głodem więźniowi było po uśmiechu. Tu dobroć musiała być efektywna, ale zarazem zamaskowana. Tak jak zły nie zawsze musiał bić – mógł z uśmiechem na ustach składać meldunki – tak samo dobry najczęściej musiał przy pracy krzyczeć, ponad przyjętą nawet normę, operować wyzwiskami, wymachiwać kijem, a w odpowiednim momencie podsuną miskę zupy, czy kawałek chleba”.

Pomimo tych wszystkich przeciwności i zepchnięcia ludzi do kategorii numeru, któremu w obozie :”Wyostrza się jeden jedyny instynkt, jedno dążenie – dążenie do zachowania życia. Jedynie istotne stają się zaspokojenie wiecznego głodu i wyjście cało spod padających ze wszech stron razów”, a :”Śmierć współwięźnia, często dobrego kolegi, czasem krewnego, nie robi już wrażenia”, gdzie :”… tępieją najbardziej delikatne, najbardziej uczuciowe charaktery”, gdzie: „Obowiązywały go przede wszystkim przepisy ustanowione dla wszystkich więźniów oraz dodatkowo – dla poszczególnych obozów”, gdzie „Więźniowi w zasadzi nie było wolno nic.[…] W zasadzie więzień miał prawo tylko do ciągłej i wytężonej pracy – i na tym koniec praw. […] Więzień nie miał nawet prawa do nielicznych wolnych chwil, gdyż każdym ułamkiem czasu ktoś dysponował…”, jednak nawet w takich warunkach część więźniów, zajmowała się działalnością odbiegającą od codzienności obozowej. Dla wielu tysięcy ludzi, których przy życiu zachowano jedynie ze względu na ich przydatność w danej chwili dla III Rzeszy , obozy koncentracyjne stały się swoistym „domem”, w którym żeby przeżyć, trzeba było się dobrze „ustawić”, lub też stworzyć namiastkę „normalności”, którą była wszelka działalność więźniów wykraczająca poza obowiązujące w obozie nakazy i zakazy. Organizowanie tajnych wykładów, pogadanek, obchodów świąt kościelnych i państwowych, słuchanie radia, zajmowanie się twórczością plastyczną, potajemne organizowanie broni w warsztatach rusznikarskich, tworzyło tzw. obozowy ruch oporu.

Wszystkie te elementy obozowego ruchu oporu przedstawione zostały na zamieszczonym rysunku. Rysunek „Ruch oporu” Muzeum Stutthof pozyskało wraz z całą kolekcją pamiątek po byłym więźniu KL Mauthausen-Gusen, Henryku Wrzeszczyńskim z Izby Pamięci w Niewolnie.

Obóz koncentracyjny był swojego rodzaju mikrokosmosem, w którym znalazło się tysiące ludzi pochodzących z różnych warstw społecznych, reprezentujących różnego rodzaju zawody, o różnych wyznaniach religijnych, a przede wszystkim różnej narodowości. Wśród nich byli artyści, profesorowie, nauczyciele, których zdolności stawały się dla innych więźniów ratunkiem: „Był wśród nas, [jak wspomina Edmund Dylewski] prof. Rostafiński, był docent Lipiński – odbywały się, oczywiście tajne, pogadanki i wykłady naukowe. Prof. Rostafiński prowadził botanikę i biologię, docent Lipiński – fizykę łącznie z astronautyką, mówił o rozbiciu atomu i atomistyce w ogóle”.

Helena Jarocka, więźniarka z grupy działaczek aresztowanych za działalność w pomorskim ruchu oporu, wśród których były nauczycielki, wspomina organizowane przez nie nielegalnie różnego rodzaju wieczorki, kursy, lekcje:„Z literackich wieczorów pamiętam dwa wieczory mickiewiczowskie. Zorganizowała je Halina Strzelecka. […] Na pierwszym wieczorze deklamowano wyjątki z „Dziadów” z Wielką Improwizacją na czele. […]Na drugim wieczorze omówiono i deklamowano wyjątki z „pana Tadeusza”. Pamiętam dwa takie wyjątki: Inwokacja (na początku i na końcu wieczoru „Koncert Jankiela”. Obydwa wyjątki były nam bliskie i aktualne, bo i my przenosiłyśmy się myślą na „Ojczyzny łono” i czekały na wyzwolenie. Zakończyłyśmy ten wieczór (przyciszonymi głosami) Mazurkiem Dąbrowskiego.[…] Był między innymi wieczór reymontowski. Halina omówiła życiorys i działalność Reymonta. Czytano wyjątki ze zdobytego w Effektenkammer egzemplarza „Chłopów”. […] Był jeszcze jeden wieczór mickiewiczowski z „Redutą Ordona” i wyjątkami z „Konrada Wallenroda” oraz z Sonetami.[…] Z innych wieczorów pamiętam wieczór Krasickiego – deklamowałyśmy Bajki, które komentowała Halina Strzelecka. Na wieczorze Słowackiego deklamowano poezje narodowo-wyzwoleńcze. Odbył się również wieczór z wierszami Kasprowicza, Staffa i innych. Powyższe imprezy organizowała Halina. Była również inicjatorką tajnego nauczania i jako jednoosobowa komisja w razie wpadki całą odpowiedzialność brała na siebie. […] Znała wiele wyjątków na pamięć, przepisywała je i wręczała co zdolniejszym deklamatorkom. Niektóre książki zdobywała przez mężczyzn z Effektenkammer. Takie wieczory literackie urządzane były do końca 1943 r. Od nowego roku 1944 Halina urządzała tajne nauczanie, które trwało przez cały rok. Indywidualnie zwracał się do nauczycielek, wtajemniczając je w całość akcji. Do mnie zwróciła się z prośbą o nauczanie matematyki. Podrzuciła mi kilka uczennic […].Lekcje odbywały się w warsztacie szewskim, gdzie pracowałyśmy. Innym dziewczętom udzielałam lekcji i przerabiałam z nimi materiał z klasy Vi i VII szkoły podstawowej.[…] Lekcje z nimi odbywały się wieczorami w sztubie. Tym samym uczennicom Halina udzielała lekcji z języka polskiego i historii. Z tych przedmiotów wiadomości udzielała w zorganizowanym przez siebie kółku Wala Felchnerowska. Lekcje odbywały się bądź w kąciku w sztubie, bądź podczas spaceru po ulicy lagrowej. [..]Poza tym każda z nas nauczających starała się przy każdej okazji uczyć poprawnej wymowy ojczystego języka, rugując błędy gramatyczne i różne naleciałości”.

Słowa więźniów pokazują, jak wielkie znaczenie w obozie koncentracyjnym, na przekór obowiązującym zasadom, miało poczucie wspólnej więzi narodowej. Jednocześnie podejmowane inne działania w zakresie nauczania wskazują, że myślano również o przyszłości. Leon Sieradzki, zatrudniony w warsztacie tkackim (Gurtweberei), w którym zimą pracował na nocną zmianę, uczył się języków obcych: „W związku z pracą na nocną zmianę spało się do obiadu, a potem był wolny czas. Wykorzystywano go na poszerzenie znajomości obcych języków. Znalazły się wśród kolegów słowniki do języka niemieckiego, francuskiego, angielskiego”.

Dowodem tego są przechowywane w Archiwum Muzeum Stutthof spisane ręcznie notatki do lekcji historii, przekazane do zbiorów Muzeum Stutthof przez Bogumiłę Lulińską-Chylińską, oraz kopie notatek do zajęć z geologii, czy języków obcych, przekazane przez Abrahama Melezina.

/dd, ach/

(Cytaty z: Stefan Krukowski, „Nad pięknym, modrym Dunajem. Mauthausen 1940 – 1945”)