Obozowy pasiak

foto

Najważniejszą częścią ubioru więźnia obozu koncentracyjnego, wyróżniającego go od ogółu społeczności, był obozowy pasiak. Obozowy ubiór sam w sobie był jednym z elementów stosowanego przez esesmanów systemu poniżania ludzkiej godności. Więźniowie ubrani w jednakowe uniformy zatracali swoje cechy indywidualne. Pasiak z jednej strony powodował stworzenie z więźniów jednolitej, nie wyróżniającej się masy, z drugiej strony był piętnem, widocznym znakiem wyrzucenia ludzi osadzonych w obozach koncentracyjnych poza nawias ogólnie przyjętych norm: „.. wpędzono nas pod prysznic, z którego na przemian lał się ukrop i bardzo zimna woda. Po tej kąpieli przeszliśmy do następnego pomieszczenia w tym baraku, gdzie otrzymaliśmy ubranie obozowe.[…] Jak wyszliśmy z baraku to wyglądaliśmy wszyscy jak łazarze”, tak swoje wrażenie opisał Roman Smoczyński, kiedy został osadzony w KL Stutthof.

W obozie koncentracyjnym Stutthof obozowe pasiaki obowiązywały od stycznie 1942r., po uzyskaniu przez obóz Stutthof statusu obozu koncentracyjnego. Do tego czasu, więźniowie chodzili i pracowali w cywilnych ubraniach. W trudnej sytuacji znajdowali się więźniowie aresztowani we wrześniu 1939 r., kiedy to do obozu przybyli jeszcze w letnich ubraniach: „Wszyscy chodziliśmy w ubraniach, w jakich zostaliśmy zatrzymani. Było ono podarte, brudne. Dopiero po ośmiu miesiącach pierwsi więźniowie zaczęli otrzymywać nowe ubrania”, tak pierwsze miesiące pobytu w obozie Stutthof zapamiętał Mieczysław Filipowicz. Jan Strycharczyk podaje, że: „W 1940 r., gdy już porobione były zapasy ubrań po zmarłych więźniach, założono magazyny, w których można było wymienić podarte ubranie na lepsze”.

Pasiaki wprowadzane w KL Stutthof od 1942 r., początkowo otrzymali więźniowie pracujący w komandach zewnętrznych: „Komando pracujące w cegielni w Stutthofie liczyło od 200 do 300 więźniów. Wszyscy więźniowie pracujący w tych komandach chodzili w pasiakach. Natomiast pracujący w obozie chodzili w cywilnych ubraniach z namalowanymi olejną farbą krzyżami”, wspomina Alojzy Ruciński, dodając, że :”Pasiaki nie chroniły nas przed zimnem, więc każdy wystarał się o worek po cemencie, który po zrobieniu otworów, ubieraliśmy na siebie pod ubranie”. Ta dodatkowa ochrona przed zimnem była konieczna, gdyż bielizna więźnia, składająca się jedynie z koszuli i kalesonów, nie dawała żadnego zabezpieczenia, zwłaszcza podczas silnych mrozów.

Więźniowie wychodzący do pracy do warsztatów mieszczących się w pobliskich wsiach wykorzystywali ubranie obozowe do przemycania różnych rzeczy. Henryk Tempczyk po rozpoczęciu pracy w komandzie Epp musiał przystosować się do obowiązujących w nim zasad co do ubioru: „Moda wymagała noszenia czarnych skórzanych trzewików, czarnych skórzanych beretów i rozsztukowanych nogawek spodni na wzór marynarzy. […] Praktyczną stroną rozsztukowanych nogawek spodni była możliwość szybkiego pozbycia się dowodu obciążającego w przypadku rewizji. W nogawki spodni wpuszczało się uwiązane do pasków różne przedmioty wynoszone na „organizację” z obozu i przynoszone do obozu artykuły żywnościowe. Widząc przygotowania do rewizji wystarczyło pociągnąć za końcówkę pętli sznurka, a obciążający dowód rzeczowy wypadał na ziemię, stratowany przez idących w tyle”.

W najgorszej sytuacji, także pod względem ubioru znajdowały się Żydówki, zwłaszcza te, które zostały odesłane do prac w podobozach: „Nawet w okresie zimowym były one bardzo skromnie ubrane. Były one bez pończoch, a niektóre miały tylko skarpety” – taki widok więźniarek pracujących w komandach pracy podobozu OT Elbing zapamiętał mieszkaniec jednej z miejscowości. Nawet pisma komendantów podobozów, w których donosili, że: „niedostarczenie wymaganej i pilnie potrzebnej odzieży może spowodować z powodu przeziębień zmniejszenie siły roboczej i spadek wydajności pracy” najczęściej nie odnosiły pożądanego skutku. Zamówienia na odzież i inne potrzebne przedmioty najczęściej zmniejszano lub przesyłani tylko materiał potrzebny do naprawy starych ubrań.

Obozowe pasiaki były też siedliskiem najgorszej plagi nękającej więźniów – wszy. Czesław Majewski wspomina, że: „W całym obozie więźniowie zmuszali się wzajemnie do codziennego bicia wszy. […] Gdy chory umierał i ciało zaczynało stygnąć, mrowie robactwa uciekało wszystkimi dziurami z łachmanów zmarłego i przenosiło się na tych, którzy jeszcze żyli”. Władze obozowe co jakiś czas przeprowadzały dezynfekcje odzieży więźniów. W tym celu wywożono ją do Zakładu Dezynfekcyjnego w Nowym Porcie w Gdańsku, a od połowy 1943 r. czyniono to w komorze gazowej w KL Stutthof. Jednak były to środki nie zawsze skuteczne. gdyż wynikiem panującej w obozie wszawicy były epidemie tyfusu, które pochłaniały wiele istnień ludzkich, a na których zwalczanie brakowało środków medycznych. Zwłaszcza epidemia tyfusu, która wybuchła w listopadzie 1944 r., swoim zasięgiem objęła cały obóz, a przede wszystkim baraki obozu żydowskiego.


(dd, wl)