Więźniarski beret

foto

Wśród wielu pamiątek poobozowych Muzeum Stutthof w swoich zbiorach posiada kilka sztuk beretów - stanowiących uzupełnienie więźniarskiego ubrania.

Zwykły beret odgrywał ważną rolę w życiu więźnia obozu koncentracyjnego. Nieodpowiednie jego nałożenie na głowę, czy nieumiejętne zdjęcie, mogło więźnia kosztować utratą życia. Jak pisze w swoich wspomnieniach Witold Nowicki : „Zdejmowanie czapek było uważane za formę okazania szacunku dla władzy. Poza tym czuło się w tym chęć poniżenia godności więźnia, chęć pokazania, jak mało znaczy on wobec władzy”

Dlatego od chwili przybycia do obozu jednym z pierwszych ćwiczeń, jakim poddawani byli więźniowie była nauka odpowiedniego zakładania nakrycia głowy: „Na kwarantannie obowiązywały pewne ćwiczenia. Polegały one na zdejmowaniu i wkładaniu czapek na komendę podczas stania w szeregu lub podczas marszu. Komenda brzmiała: -Müzten ab! .Müzten auf [ Czapki zdejmij! czapki włóż!]- Ćwiczenie to powtarzano wielokrotnie aż do znudzenia, przy okazji obserwowano, czy wszyscy wykonują ruchy ściśle jednocześnie. Jeżeli nie, to od nowa powtarzały się komendy”.

Każdy nowo przybyły więzień poddawany był musztrze, która przygotowywała więźniów do prawidłowego zachowania się podczas apelu: „Przed apelem [jak swoje pierwsze zetknięcie z obozem wspomina Lech Duszyński] więźniowie musieli obnażyć głowy. Czynności tej dokonywali na rozkaz „Mützen ab”. Do ambicji każdego blokowego należało doprowadzić czynności odkrywania głowy i jej zakrywania do perfekcji musztry. Jedna i druga czynność odbywała się na dwa tempa. Na zapowiedź „Mützen” – czyli „czapka”, ręka prawa musiała znaleźć się przy czapce u jej prawego skraju, podobnie jak przy salutowaniu, następnie padała komenda „ab” – czyli „na dół”. W tym samym momencie czapka musiała dosłownie sfrunąć z głowy, aby znaleźć się przy prawym udzie. Lądująca z szybkością czapka na udzie wywoływała charakterystyczny odgłos, który spotęgowany ilością wykonywanej równo przez wszystkich więźniów czynności, dawał wyraźny trzask – tak mile brzmiący w rozmiłowanym w musztrze uchu żołnierza, wyszkolonego w pruskim stylu. Podobnie miała się sprawa z wykonaniem komendy „Mützen auf” – czyli „czapki na głowę”.

Często los więźniów zależał od sprawnego wykonania powyższej czynności. Albin Obrzydowski, przybyły do KL Stutthof w 1944 r. we wrześniowym transporcie z Warszawy przedstawił apel, na którym brak koordynacji był pretekstem do bicia więźniów: „ Na godzinę przed apelem czwarty blok stał ustawiony w równych piątkach, czujny, uległy, wpatrzony w małą, krępą postać Emila [ blokowego]. Od czasu do czasu wśród gęstej ulewy słychać było chrapliwy, pełen wściekłości głos blokowego:- mützen ab!-1500 osób zrywało z ogolonych głów czapki z rozpaczliwą pasją, ku prawej nodze. Wszyscy oddychali z ulgą, jeżeli towarzyszył temu równy głos, podobny do silnego uderzenia batem z bykowca. Był to dowód zbiorowej sprawności bloku i świadectwo kilkudniowej tresury, Biada jednak temu, kto nie zdążył wykonać przepisowego ruchu, względnie upuścił czapkę na ziemię. Bystre oko Emila, albo jednego ze sztubowych wypatrzyło takiego więźnia i wówczas rozpoczynał się taniec bicia, kopania, aż do utraty przytomności”.

Także na widok esesmana każdy więzień musiał szybko zerwać czapkę z głowy, trzasnąć nią i prawą ręką o biodro, stanąć w postawie na baczność i ewentualnie zameldować się wypowiadając po niemiecku swój numer obozowy. Jaką wagę do nie przepisowego powitania przykładali esesmani świadczą słowa więźnia KL Stutthof Jana Maziakowskiego, który pracując w Waldkommando, mógł przez niedopełnienie tego obowiązku zostać zastrzelony: „Przechodząc obok esesmana niesprawnie zdjąłem przed nim czapkę. Ten zatrzymał mnie i kopnięciem odrzucił czapkę ode mnie za Postenkette [obszar wyznaczony dla więźniów, którego nie można było przekraczać]. Tam w odległości ok. 10 m stał posten z karabinem. Esesman pyta się mnie, czym jestem z zawodu. Odpowiadam mu wprost, że Buchalter [księgowy] […]. Wówczas esesman każe mi iść po czapkę za Postenkette. Ja stoję i nie ruszam się. On pyta mnie, dlaczego nie idę. W tej chwili kątem oka widzę Postna, zdejmującego z ramienia i ujmującego karabin w pozycji poziomej. Odpowiadam więc : >nie, bo chcę żyć<. Esesman zaczął się wtedy śmiać i mówił do Postna: >on chce żyć, ha, ha, ha<. Ten po ubawie esesmana kopnął czapkę w moim kierunku, tak, że odleciała do mnie. Szybko ją porwałem i próbowałem odejść”.

Za niedokładne powitanie esesmana, więźniowie byli oficjalnie karani, tak jak to miało miejsce w przypadku kilku więźniów. Antoni Kasztelan i Stanisław Mientki za „niedbałe pozdrowienie Lagerführera otrzymali oficjalną karę 10 uderzeń kijem, Paweł Lange za pozdrowienie wypowiedziane po polsku został ukarany odjęciem wieczornej racji żywieniowej, karnymi ćwiczeniami oraz zakazem wysyłania korespondencji. Karnymi ćwiczeniami i odjęciem obiadu został ukarany Lemel Kutner za „nie dokonanie obowiązku powitania”.