Obozowe obuwie

foto

W zbiorach Muzeum Stutthof, wśród pozostałości po więźniach obozu koncentracyjnego Stutthof, znajduje się kilka par drewnianego obuwia, tzw. „klumpów” i „holenderek”. Część tego obuwia wykonywano w obozowych warsztatach szewskich, natomiast większe zapasy pochodziły z transportów z innych obozów koncentracyjnych w ramach centralnej dystrybucji zaopatrzenia więźniów i SS w tych obozach.

Z relacji byłych więźniów obozu można wywnioskować, jak ważny to był element więźniarskiego ubioru. Wacław Mitura wspomina, że: „Gdy wypadało mi w nocy iść do latryny, wówczas stopy miałem tak nabrzmiałe, że z trudem je mogłem włożyć do drewnianych trepów. Strasznie się tym martwiłem. Bo co by było, gdybym rano obrzękłych nóg nie mógł włożyć do tych trepów? Przecież by nikt nie uwzględnił, bym z tego powodu nie miał iść do pracy. Byłbym narażony na szykany i represje”.

Oprócz wydrążonych z jednego kawałka drewna „holenderek” więźniowie otrzymywali tzw. „klumpy”, w których samo poruszanie się sprawiało wiele trudności, jak przedstawia Henryk Tempczyk: „W czasie przybycia do obozu, po przymusowym oddaniu rzeczy osobistych przywiezionych ze sobą, otrzymaliśmy zniszczone, cywilne ubranie, bielizną, jakieś czapki i drewniane „klumpy” na nogi. „Klumpami” nazywaliśmy wykonane mechanicznie drewniane podeszwy z paskami z papierowej plecionki, pod które wsuwało się stopy. Nie chcąc zgubić „klumpów”, trzeba było naprężać paski wyginając stopy, aby przyciskać podeszwy palcami. Tego trzeba było się nauczyć. Od pierwszego dnia zaczęły się lekcje zdejmowania i zakładania czapek oraz lekcje marszu w „klumpach”. […] Gorzej było z marszem w „klumpach”, które przez dłuższy czas wielu z nas gubiło w drodze, co oczywiście nie uchodziło bezkarnie. Jeszcze trudniej było utrzymanie tempa marszu w kolumnie piątkowej, z dłońmi przylegającymi do nogawek spodni i defiladowym przybiciem”.

foto
Również praca w takim obuwiu przypominała katorgę. „Dużą uciążliwość przy tej pracy [jak wspomina Jan Gajda] sprawiało jednak poruszanie się ze względu na brak właściwego obuwia. Chodziliśmy wtedy w chodakach na drewnianych spodach z płóciennymi wierzchami, z wolną piętą. Trzeba było chodzić wolno i uważnie, aby się nie potknąć. Mamy szczęście, że do obozu nie przyjechaliśmy w zimie, a „zugangom” [nowo przybyłym więźniom] zawsze takie obuwie się przydziela. Długo takiego obuwia się nie nosi. Więźniowie „organizują” sobie obuwie właściwe, czasami nawet wojskowe, ale trzeba znaleźć drogę do magazynu lub trzeba mieć przyjaciół, którzy tę drogę znają. […] Wkrótce jeden z moich kolegów podarował mi stary but żołnierski. Chodzę sobie więc do pracy w jednym bucie, w drugim chodaku. Jest lżej, bo trzeba uważać już tylko na jedną nogę, drugą stawia się pewnie – z niej but nie spadnie. Wkrótce potem przyjaciele moi przynieśli mi drugi but sznurowany i kłopoty w tej dziedzinie się skończyły. Że nie od pary? Nikt na taką drobnostkę nie zwracał najmniejszej uwagi”.

Najgorzej zaopatrzone w obuwie były więźniarki żydowskie pracujące w podobozach. Wysyłane do podobozów w okresie letnim, jesienią i zimą, ze względu na brak odpowiedniego obuwia, nie mogły iść do pracy. Sami komendanci podobozów przysyłali pisma do komendantury KL Stutthof z zapotrzebowaniem na odzież i obuwie lub materiałów potrzebnych do zreperowania zniszczonego obuwia, jak np. przędzy, gwoździ do podeszw lub resztek skóry do łatania. W komandach pracy wchodzących w skład podobozu OT Elbing większość więźniarek chodziła do pracy w łachmanach i boso, tylko niektóre Żydówki posiadały płaszcze, a nogi miały okryte szmatami. Choroby, zwłaszcza tyfus, owrzodzenia oraz odmrożenia nóg z powodu braku obuwia, były głównymi przyczynami odsyłania części więźniarek do obozu macierzystego. Przeprowadzający inspekcję tego podobozu w listopadzie 1944 r. SS-Hauptscharführer Paul Ehle pisał, że prawie wszystkie więźniarki (w liczbie 6200) znajdowały się w bardzo złym stanie, a brak ubrań i obuwia wpływał na obniżenie wydajności pracy.
Jak wspomina Alice Block, jedna z więźniarek pracująca w Dziemianach: ”Wstawałyśmy o 5 rano w ciemnościach, spać szłyśmy także w ciemnościach. Z trudem rano każda szukała butów. Bez butów nie można było żyć”.

fragment ilustracji Zbigniewa Filarskiego wykonanej do pieśni 'Marsz Gusenowców' (ze zbioru Henryka Wrzeszczańskiego)

/tekst dd, zdjęcia wl/