Rzeźby Elżbiety Szczodrowskiej

foto

W latach 1973, 1975 i 1976 Muzeum Stutthof zakupiło 42 rzeźby, płaskorzeźby, których autorką jest znana gdańska rzeźbiarka, Elżbieta Szczodrowskia.

Elżbieta Szczodrowska – urodziła się 5 września 1921 r. w Tczewie. Jednak już od 13 roku życia mieszkała w Gdańsku i temu miastu poświęciła część swoich prac artystycznych. W czasie wojny pracowała w obozie pracy – Lager Narvik - w fabryce wagonów (Vagenfabrik). Uczyła się w Pomorskiej Szkole Sztuk Pięknych Wacława Szczeblewskiego w Gdyni, rzeźbę studiowała w pracowni u prof. Mariana Wnuka w Sopocie. W latach 1952 – 1972 była nauczycielem rzeźby w Liceum Plastycznym w Gdyni. Jest współautorką tabernakulum w kościele św. Brygidy w Gdańsku oraz płaskorzeźb w dolnej części Pomnika Poległych Stoczniowców w Gdańsku.

Wychowana w środowisku Polonii Gdańskiej, doświadczona przez los w czasie wojny – stratą przedstawicieli swojej rodziny w Szymankowie we wrześniu 1939 r., w obozie koncentracyjnym Stutthof, czy w Lasach Szpęgawskich, sama ciężko pracując podczas okupacji, Elżbieta Szczodrowska szczególnie uczulona była na los pojedynczego człowieka.

W swoich rzeźbach, wykonanych z różnych materiałów – cementu, gipsu, metalu, eksponowanych od końca lat 70 XX w. w jednym z baraków Muzeum Stutthof, upamiętniła tragiczny los wielu milionów ludzi podczas II wojny światowej. Oglądając te rzeźby możemy prześledzić ich drogę od momentu pojmania, poprzez rozstanie z najbliższymi, transport do obozu, i często czekający ich ostatni etap, jakim była śmierć. W pozach, gestach i wyrazach twarzy przedstawianych postaci zawarła cały tragizm sytuacji, w której, wbrew własnej woli, się znaleźli – rozpacz po rozstaniu z dzieckiem, po śmierci najbliższych, czy przeżywanie własnego, powolnego konania.

Oglądając kompozycję „Ostatnia podróż” można przytoczyć słowa jednego z więźniów, Arpada Sterna, który opisał swoją drogę z obozu koncentracyjnego Auschwitz do KL Stutthof: „Podróżowaliśmy wagonami platformami, stłoczeni razem bardziej, niż można sobie wyobrazić, nasz prowiant składał się z polowy chleba i 15 dkg kiełbasy. Większość nieszczęśliwych wypadków, które zdarzały się w wagonach, spowodowanych było biegunką. Jechaliśmy 36 godzin razem ze zwłokami, które zostały później spalone w Stutthofie. Dotarliśmy do Stutthofu po 4 dniach cierpień”.

„Drogę do krematorium” – przedstawia Jerzy Orłowski: „Ja trafiłem do „Leichenkomando” – komanda transportu trupów, które przywoziło nieboszczyków do krematorium. Duży francuski wóz naładowany trupami, jedni ciągnęli, a drudzy pchali po piachu, przez środkową bramę.[…] Jak wyglądała ostatnia posługa? Trupy w większości zniekształcone, zbite do ostatecznych granic, umazane krwią, kałem[…]. We dwóch braliśmy trupa za głowę i nogi i [ładowaliśmy] na wóz.[…] Trupy zawoziliśmy na miejsce ostatecznego etapu, gdzie kłębiaste dymy wzbijały się w niebo, człowiek zmieniał się w proch[…].”

Mając przed oczami rzeźbę „Matka z dzieckiem” na myśl przychodzą słowa duńskiego więźnia, Martina Nielsena: „kobiety z małymi dziećmi nie pozostały długo w obozie. Pewnego poranka wyprowadzono je główną ulicą obozową za bramę obozu. Niosły swe małe dzieci w ramionach lub prowadziły za rękę. Gdy przechodzili obok naszego bloku, chłopcy i mężczyźni wybiegali do swoich żon i matek, ale esesmani i nadzorcy bloku odpędzili je batami i uderzeniami”.

„Rozpacz” pokazuje tragiczny los rodziców, kiedy podczas selekcji odbierano im dzieci, czego świadkami w obozie Stutthof byli więźniowie duńscy, Ragnhild Andersen i Helge Larsen: „Po kilku dniach wydano rozkaz zabrania dzieci, wywołując rozpacz i płacz. Matki wiedziały dobrze, co to znaczyło i próbowały wszelkimi sposobami ukryć swoje dzieci. Chowały je pod pryczami, pod materacami i we wszelkich możliwych miejscach. Ale nie było litości. Dzieci zostały załadowane i przewiezione do innego obozu, gdzie zginęły w komorach gazowych”.

Codziennością dla więźniów obozu koncentracyjnego był widok „Umierającego” – towarzysza niedoli, będącego w stanie tzw. „zmuzułmanienia”, który poddał się, zrezygnował z walki o życie, jak opisał to Stefan Krukowski: „W tym stadium nie ma już mowy o szczęśliwym splocie wypadków – bo na to spotkanie nogi nie zdążą.[…] Oczy już prawie nic nie widzą, chyba jakąś najbliższą „przyszłość”, a nerwy są tak stępione, że najbardziej wyrafinowane bicie dochodzi do świadomości przez gęsty opar mgły. Powoli zamiera organizm, opuchnięte kończyny dolne grubsze są od korpusu, z których sterczą łopatki i żebra, a kręgi dają się z łatwością policzyć.[…] Dzień – dwa – tydzień i następuje nieunikniony koniec”.

Podobnie „Konający” – symbolizuje los wielu tysięcy więźniów umierających z głodu, przedstawionych w „Lesie Bogów” przez Balisa Sruogę: „Jedni z opuszczonymi głowami patrzą tempo w ziemię, inni błędnym wzrokiem rozglądają się wokoło, nic nie rozumiejąc, nic już nie chcąc. Jeszcze inni wsparci o współtowarzyszy, z przymkniętymi powiekami, jak w trumnie, z trudem wloką ołowiane nogi. […] Czasami jeden odłączy się od tłumu, osłabnie. Stoi samiuteńki, chwiejący się na szczudlatych nogach i nie potrafi już podjąć żadnej decyzji. Zrobi krok, zrobi drugi… Runie na kolana. Dłońmi podeprze się o ziemię, popełznie na czworakach kilka metrów, rozejrzy się błędnym wzrokiem. Dotknie twarzą ziemi, padnie na nią cały.[…] Legnie,.. zamknie oczy. I koniec.”

Egzekucje wykonywane w obozie Elżbieta Szczodrowska ukazała w kompozycji „Pojmani. Rozstrzeliwani”. Jedną z nich opisał Balis Sruoga: „Pewnego wieczoru nadszedł kres życia dla trzydziestu Polaków: mieli być rozstrzelani lub powieszeni. Skazanych na śmierć wywołano z baraków i ustawiono pod płotem, wszystkim skrępowano ręce w tyle. […] Skoro tylko przekroczyli bramę, gromadnie rzucili się do ucieczki, rozbiegając się na wszystkie strony. Wartownicy natychmiast otworzyli do nich ogień z automatów i karabinów maszynowych. Zabito wszystkich 30 mężczyzn[…].”

Czasami, to co pozostało po niektórych więźniach, to tylko „Ślad” – ślad w postaci pasiaka, w którym przebywał w obozie, numeru w kartotece, czasami jakiegoś przedmiotu, czy nasza pamięć o nich.

(dd)

(opracowano na podstawie: S. Krukowski, Nad pięknym, modrym Dunajem; B. Sruoga, Las Bogów; R. Andersen, H. Larsen, Vi blev reddet denne gang; M. Nielsen, Rapport fra Stutthof)