Orzeł z drzewca sztandaru.

Orzeł z drzewca sztandaru.
Wśród zbiorów historycznych Muzeum Stutthof, obok muzealiów związanych bezpośrednio z życiem więźniów w obozie czy też z działalnością władz obozowych, znajdują się również pamiątki przekazane przez byłych więźniów, mające związek z ich działalnością konspiracyjną. Jedną z takich pamiątek jest Orzeł w koronie, pochodzący z drzewca nieznanego sztandaru. Na niego, jako godło państwowe, składali przysięgę członkowie organizacji Polska Armia Powstania. Do zbiorów Muzeum Stutthof Orzeł został przekazany przez Antoniego Bellinga, jednego z członków tej organizacji.
Polska Armia Powstania, utworzona w Toruniu w styczniu 1940, obok organizacji konspiracyjnych: Służba Zwycięstwu Polsce - Związek Walki Zbrojnej oraz Komendy Obrońców Polski, była jedną z pierwszych organizacji niepodległościowych powstałych podczas II wojny światowej. Jednocześnie obok TOW „Gryf Pomorski”, była jedną z największych regionalnych organizacji konspiracyjnych działających na Pomorzu, o charakterze ściśle wojskowym. Założycielami tej organizacji byli głównie przedwojenni podoficerowie zawodowi, z których wielu wywodziło się z Oddziału II Sztabu Głównego WP. Niektórzy z nich mieli też powiązania z organizacją konspiracyjną „Grunwald”, tworzoną jeszcze przed wojną na wypadek zajęcia Pomorza przez Niemców.
Pod koniec 1941 r. lub na początku 1942 r. został zorganizowany rejon gdański Polskiej Armii Powstania, do którego wstąpił Antoni Belling, pseudonim „Oksza”. W 1943 r. został on awansowany do stopnia podporucznika i dowodził III plutonem w utworzonej w Gdańsku kompanii PAP.
W maju 1943 r. na skutek zdrady jednego z nowo przyjętych członków, podczas odprawy rejonu gdańskiego PAP doszło do aresztowania wszystkich obecnych na zebraniu. W sierpniu 1943 r. gestapo przystąpiło do likwidacji Komendy Głównej PAP w Toruniu. Aresztowano działaczy PAP w Toruniu i jego okolicach oraz w Bydgoszczy. W listopadzie 1943 r. nastąpiła kolejna faza aresztowań wśród działaczy PAP, rozszerzona na teren działania okręgu inowrocławskiego PAP, która trwała jeszcze na początku 1944 r. Część aresztowanych członków Polskiej Armii Powstania została osadzona w obozie koncentracyjnym Stutthof, jak Antonii Belling czy Gerard Knoff, inni kierowani byli do ciężkich więzień, niektórzy wyrokami Izby Karnej (Strafsenat) Wyższego Sądu Krajowego w Gdańsku (Oberlandgericht) skazani zostali na karę śmierci. Wyroki przez ścięcie zostały wykonane w więzieniu w Gdańsku.
Przybycie grupy z Polskiej Armii Powstania, w której znajdował się również Antonii Belling, wspomina Gerard Knoff: „Po moim przesłuchaniu, miało to miejsce pod koniec września [1943 r.] , w czwartym tygodniu od chwili osadzenia mnie w piwnicznej celi, ja i moi współtowarzysze byli zdania, że niebawem zostaniemy przewiezieni do Stutthof.[…] dnia 2 października ok. godz. 10-tej wywołano z poszczególnych cel więźniów i ustawiono w rzędzie na korytarzu, byłem wprost zaskoczony, gdy wśród oczekujących na dalsze koleje losu zauważyłem starych znajomych jeszcze z okresu „Wolnego Miasta”, Antoniego Bellinga, Jana Pertyńskiego, Edwarda Pertyńskiego, Edwarda Poćwiardowskiego, Józefa Chmielewskiego, Gintera Macha.[…] Po krótkiej chwili kazano nam wyjść. Wychodziliśmy w szeregu na podwórze. Tu czekała karetka więzienna, do której bezpośrednio nas wpędzono i zatrzaśnięto drzwi, gdy tylko ostatni ze współtowarzyszy zdołał wejść do środka.[…] Po wyjeździe z ulicy Neugarten auto skręciło w ulicę Długą.[…] Za Stegną szosa wrzyna się w las, obok szosy tor kolejki wąskotorowej.[…] Tymczasem zauważyliśmy, że wzdłuż szosy, mniej więcej co100 metrów, rozstawione są posterunki esesmańskie. Po minięciu kilku takich „posterunków” samochód nasz skręcił w lewo. Przed bramą z prawej strony piękna willa.[…] Wjechaliśmy przez bramę, przy której jest budka wartownicza […]. Obok na maszcie powiewa czarna flaga SS. Zgrzytnęły hamulce, samochód stanął, jesteśmy na miejscu. Znajdujemy się na dziedzińcu przed komendanturą. Otwierają się drzwi samochodu i słychać wykrzykiwania: ”Raus!”.[…] W milczeniu czekamy. Po chwili zbliżyły się ku nam władze obozowe[…], oficerowie SS. Było ich sześciu, widzę ich z bliska, ohydne twarze, drżą im już usta. Istotnie, wkrótce usłyszeliśmy serię wrzaskliwych komend: Padnij! Powstań! Czołgać się! Biec do baraku i z powrotem!, przeplatanych wyrazami wyjętymi z wulgarnego słownika. Nie obeszło się również bez kopniaków i uderzeń szpicrutami. Ten sport trwał chyba pół godziny. Jeden z oprawców […] wepchnął zziajanego kolegę Bellinga do kanału ściekowego. Obawialiśmy się o jego życie, oby się tylko utrzymał, trzymając za wmurowane uchwyty. Na szczęście po upływie kilku minut oprawca pozwolił mu wyjść. Kolega Belling wyszedł z kanału, był u kresu sił. Oficerów rozwścieczyło bardzo to, bowiem wiedzieli jaką grupę stanowiliśmy. Jak mogliśmy mieć odwagę, jak to mówili, w „prastarym niemieckim Gdańsku” zorganizować przeciwko im komórkę ruchu oporu. Wobec tego byliśmy przez nich znienawidzeni, uważani za szczególnie niebezpieczny element[…] …jesteśmy „Polizeihäftlingami” tzn. więźniami policyjnymi, przeciwko którym gdańskie gestapo toczy jeszcze śledztwo i im bezpośrednio podlegamy”.
Z okresu uwięzienia Gerarda Knoffa i Antoniego Bellinga w obozie koncentracyjnym Stutthof zachowały się ich listy pisane z obozu do rodzin: „Pisanie listów odbywało się w zasadzie co dwa tygodnie, ale bywały też przypadki pisania listów po trzech tygodniach. Pisanie listów dozwolone było jedynie na blankietach specjalnie w tym celu wydrukowanych i wyłącznie w języku niemieckim.[…] Rzecz jasna nie można było pisać o wszystkim, a w cale o istniejących warunkach i złym zdrowiu, bo zostałoby uznawane przez „nadludzi” jako przestępstwo i karane chłostą. Pisanie listów odbywało się zwykle w niedzielne popołudnie, gdy komanda nie wychodziły do roboty”.
Pod koniec sierpnia 1944 r. Gerard Knoff został przeniesiony do podobozu KL Stutthof w Gdańsku (Aussenarbeitslager Danziger Werft), gdzie więźniowie pracowali przy budowie nowych okrętów podwodnych. Tam: „Pod koniec grudnia 1944 r. poznałem pewnego Rosjanina, malarza, który pod tym względem nie bardzo chciał dać się poznać. W drodze wyjątku, w skutek zdobytego zaufania, na moja prośbę wykonał mi portret, pozowałem w ubraniu pasiastym. Do tego użył jedynie zwykłego czarnego ołówka i papier z bloku rysunkowego. W zadziwiająco krótkim czasie oraz nieszczególnych warunkach dzieło ukończył. Wykonawca nazywał się Łagimow. […]Portret zwinąłem w rulon i starannie schowałem, aby z kolei teraz jak najszybciej przekazać go za druty…”.
W zbiorach Muzeum Stutthof znajduje się, przekazana przez Gerarda Knoffa, kopia wspomnianego portretu.
Kopia portretu Gerarda Knoffa
(dd, wl)
(Oprac. na podstawie: Andrzej Gąsiorowski, Polska Armia Powstania. Największa tajemnica pomorskiej konspiracji)