Drewniane szkatułki

Drewniane szkatułki
Wśród wielu pamiątek, wykonanych przez więźniów w warsztatach obozowych, znajdują się drewniane szkatułki. Dwie z nich w 1970 r. podarował Muzeum Stutthof były więzień obozu koncentracyjnego Stutthof, Jerzy Krzewski.
Pochodzący z Białowieży, Jerzy Krzewski, aresztowany 14 grudnia 1942 r. W obozie koncentracyjnym Stutthof został osadzony 30 kwietnia 1943 r. i oznaczony numerem 22 553. Tego dnia do KL Stutthof przysłano grupę 550 więźniów początkowo przetrzymywanych w więzieniach w Białymstoku, Łomży i Grodnie. Był to jeden z wielu transportów napływających do KL Stutthof od lutego 1943 r. z ludnością pochodzącą z białostocczyzny, aresztowaną za przynależność do grup partyzanckich.
Jako inżynier leśnictwa Jerzy Krzewski pracował w obozowych w warsztatach związanych z obróbką drewna, w tzw. Holzsektor, obejmujących warsztaty – ciesielski, stolarski i malarski (Zimmerei, Tischlerei, Malerei), a następnie w biurach Niemieckich Zakładów Zbrojeniowych (DAW).
Jednym z pierwszych warsztatów, który powstał w obozie Stutthof, był warsztat stolarsko-ciesielski. W 1939 r. pracowało w nim 60 – 70 osób. Początkowo większość wykonywanych prac była związana z budową baraków oraz ich wyposażeniem. Produkowano okna i drzwi, regały i szafy, łóżka, budy dla psów, a także trumny. Pod koniec 1939 r. na czele więźniów pracujących w stolarni stanął Juliusz Schwarzbart (Szwarcbart), osadzony w obozie Stutthof we wrześniu 1939 r. oficer Wojska Polskiego. Jako stolarz-rzeźbiarz, doskonały specjalista, od 1942 r. w jednym z warsztatów DAW zajmował się produkcją nart. Jak wspomina go Balis Sroga: „Był to doskonały fachowiec; wykonywał najróżniejsze inkrustowane szkatuły i dębowe meble, zdobne pomysłowymi rzeźbami, zwłaszcza stoły i szafy. Sztuka rękodzielnicza Szwarcbarta znana była daleko poza Stutthofem. Juliusz wykonywał całe serie poważnych zamówień z Berlina i z większych ośrodków Niemiec, zwłaszcza dla bonzów hitlerowskiego świata i wpływowych osobistości”.
Oprócz oficjalnych zamówień więźniowie wykonywali różne przedmioty także na prywatny użytek esesmanów, za co dostawali od nich dodatkowe porcje żywności, co z kolei zwiększało szanse na przeżycie najtrudniejszych chwil obozowych. Dzięki tej pracy i swojemu stanowiskowi Juliusz Schwarzbart, ukrywając swoje żydowskie pochodzenie, przeżył obóz.
Pisze również o tym Ignacy Joachimiak, przed wojną pracownik stolarni w Gdyni: „W stolarni wyrabialiśmy drzwi, okna i trumny dla więźniów zmarłych w obozie. Trumny początkowo były heblowane, potem robiliśmy rodzaj skrzynek, przypominających koryta, w których wywożono zmarłych więźniów na Zaspę, gdzie zwłoki wrzucano do dołów, a skrzynki przywożono z powrotem do obozu. […] Wyrabialiśmy też, poza tym co konieczne było dla obozu, także prywatnie meble dla esesmanów, tak np. robiliśmy stojące lampy i szkatułki na wysoki połysk, hitlerowskie orły itp.”
Dzięki pracy w stolarni obozowej śmierci uniknął również zakonnik, Jezuita z Gdyni, Bronisław Rutkowski. Swoje spotkanie z nim opisał we wspomnieniach Wacław Mitura: „Zaraz na wstępie pytam go, w jaki sposób dostał się do Stutthofu. ,Siódmego października – opowiada a- przyjechało do nas gestapo i aresztowało wszystkich. Gestapowcy kazali nam zabrać ze sobą coś z odzieży i żywności. Wepchnęli nas do samochodu i pod silną eskortą przywieźli tu, do Stutthof. Dom zakonny i kościół zamknęli na klucz i zaplombowali. Tutaj byliśmy razem kilka dni. Pewnego dnia podczas generalnego apelu wybierano fachowców. Na rozkaz – stolarze wystąp! -Rutkowski natychmiast wystąpił i jako dobry stolarz został przydzielony do grupy fachowców. -To posunięcie uratowało mi życie. Pozostałych ojców i braci oddzielono od reszty więźniów . Odebrano im wszystko, co mieli ze sobą, nawet brewiarze i różańce. Za chwilę podjechał czarny samochód z zakratowanymi oknami, do którego kazano im wsiąść. W asyście bardzo licznej i dobrze uzbrojonej eskorty powieziono ich na śmierć "
Jak wspomina pochodzący z Gdyni Alojzy Ruciński: „W stolarni pracowało nas początkowo 70 osób, pamiętam to dobrze, bo raz kazano nam w niedzielę zrobić po jednej trumnie. Ogółem wykonaliśmy wtedy 70 sztuk ich, ale po dwóch już dniach nie było żadnej. Do jednej wykonanej przez nas trumny ładowano po dwóch i po trzech zmarłych więźniów. […] Od pewnego czasu zaczęliśmy robić na dwie zmiany ramki do portretów Hitlera. Całe masy ich gdzieś wywożono. Następnie robiliśmy całe serie nart dla wojska. Wtedy też nasze warsztaty przejęły Niemieckie Zakłady Zbrojeniowe”.
Jak w każdym warsztacie obozowym, tak i w warsztacie stolarskim zajmowano się uboczną, zabronioną przez komendanturę obozu, produkcją. Wyroby rozprowadzano po współwięźniach, czy zatrzymywano dla siebie na pamiątkę. Takimi pamiątkami są przedstawione szkatułki, z których jedna ozdobiona jest numerem obozowym Jerzego Krzewskiego.

(dd, bl)
Opracowano na podstawie:
Balisz Sroga, Las Bogów; Wacław Mitura, Za drutami Stutthofu; Marek Orski, Niewolnicza praca więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof w latach 1939-1945.