Portret Ignacego Bartosiaka wykonany w Gęsi

Portret Ignacego Bartosiaka wykonany w Gęsi.

Portret więźnia KL Stutthof, Ignacego Bartosiaka, wykonany został w podobozie ewakuacyjnym w Gęsi w lutym 1945 r. podczas „Marszu Śmierci”. Do zbiorów Muzeum Stutthof został podarowany przez samego I. Bartosiaka w 1976 r.
Autorem portretu jest więzień rosyjski, Aleksander Łagimow. Został on narysowany w miejscu, w którym trudno byłoby by posądzać więźniów o zajmowanie się innymi sprawami, niż walką o same przetrwanie.
Ignacy Bartosiak został przywieziony do KL Stutthof 25 maja 1944 r. w transporcie z więzienia na Pawiaku i w obozie został oznaczony numerem 35 426. W styczniu 1945 r. wziął udział w ewakuacji lądowej KL Stutthof, zwanej „Marszem Śmierci”. Kolumna, w której maszerował Ignacy Bartosiak, dotarła, jak pisze Jan Jarzębowski, 4 lutego 1945 r. do obozu ewakuacyjnego w Gęsi. Około 1600 więźniów rozlokowano w pomieszczeniach po byłym niemieckim obozie służby pracy (RAD – Reichsarbeitsdienst). Obóz w Gęsi znajdował się na skraju wsi, na zboczu wzniesienia. Osiem małych, nieopalonych baraków i drewniana szopa gospodarcza wzniesione zostały na błotnistym terenie. Cały teren otoczony był drutem kolczastym i pilnowany przez załogę SS z psami.
Zarówno warunki mieszkaniowe, jak i wyżywienie sprzyjały rozwojowi różnych chorób, zwłaszcza, że więźniowie byli osłabieni nie tylko pobytem w obozie koncentracyjnym Stutthof, jak również kilkudniowym marszem podczas silnego mrozu. Wspomina o tym więzień, Jan Jarzębowski: „Prawdziwa męka rozpoczęła się dopiero w samej Gęsi. Teraz dawano nam siedem razy mniej chleba niż w obozie – tam dostawaliśmy kromkę chleba rano i wieczorem, a tutaj dwie na cały tydzień. Dlatego coraz bardziej szerzył się tyfus i biegunka. […] Głód doprowadzał nas do tego, że rzucaliśmy się na odpady z kuchni, nawet na wnętrzności koni. W Gęsi byli też Litwini, którzy także pochowali kilku swoich kolegów, prawdopodobnie zmarłych na biegunkę”.
Notatka Izydora Andrzejewskiego

Komendant obozu w Gęsi skupował u okolicznych gospodarzy padłe lub stare konie i z tego gotowano więźniom pożywienie. Natomiast dla załogi wartowniczej gotowano dziennie ok. 80 l. gulaszu. Wynika to z odręcznych notatek Izydora Andrzejewskiego, które sporządzał w Gęsi. Natomiast więźniowie, jak wspomina Zygmunt Letki, jedli: „… obierki od ziemniaków i różne odpady kradzione w nocy z wysypiska śmieci, i to niejednokrotnie pod seriami z karabinu maszynowego. Przy tym wysypisku śmieci niejeden zginął za to tylko, że głód zmusił go do kradzieży nikomu niepotrzebnych odpadków, cuchnących i brudnych”.
Potwierdzają to dwaj francuscy sanitariusze, Alfons Kienzler i Paul Weil, którzy piszą, że: „Każdego dnia chowano ok. 30 zmarłych. Strażnicy stawali się coraz bardziej nerwowi, strzelali do więźniów bez najmniejszego powodu. Więźniowie zaś podejmowali coraz więcej ucieczek. Tyfus kontynuował swoje spustoszenie”.
W wyniku panującej w obozie dużej śmiertelności, po 33 dniach pobytu, w Gęsi pozostało ok. 1000 więźniów. 9 marca 1945 r., więźniowie słysząc już odgłosy gwałtownej strzelaniny, zostali ewakuowani w kierunku Wejherowa. Na trasę wyruszyło już tylko ok. 700 więźniów. Jan Jarzębowski podaje, że: „Główna kolumna wyruszyła do Wejherowa ok. godziny 16.00. Ja poszedłem pożegnać się z sanitariuszem Orłowskim z Torunia, który został do pilnowania 135 chorych na tyfus. Później okazało się, że zostało jeszcze 80 – albo uciekli z transportu, albo schowali się w barakach jeszcze przed wyjściem kolumny”.

(dd, ac)

(Oprac. na podst.: Janina Grabowska, Marsz Śmierci. Ewakuacja piesza więźniów KL Stutthof i jego podobozów, 25 stycznia – 3 maja 1945.)