Obraz Józefa Łapińskiego - „Stutthof”


Józef Łapiński - obraz pt. "Stutthof"

Jednym z więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof był Józef Łapiński. Urodzony 6 stycznia 1919 r. w miejscowości Derwaniszki na Łotwie, został w grudniu 1941 r. za przynależność do Polskiej Organizacji Wojskowej aresztowany i umieszczony w więzieniu w Daugawpils (Dźwińsk). Wiosną 1942 roku został przeniesiony do obozu koncentracyjnego Salaspils koło Rygi, skąd w grudniu 1943 r. wraz z grupą więźniów aresztowanych za działalność w ruchu oporu został z kolei przekazany do KL Stutthof. Łapiński Józef Po wojnie ukończył studia malarskie w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Muzeum Stutthof w swoich zbiorach posiada różne prace Józefa Łapińskiego – cykl grafik, a także obrazy będące odbiciem jego pobytu w obozie, przeżytych w nim lat grozy i cierpienia i ostatniego etapu, jakim był udział w „Marszu Śmierci”.
W obozie koncentracyjnym Stutthof Józef Łapiński pracował w komandzie malarzy obozowych i także tutaj powstawały jego prace. Jak sam pisze w swojej relacji, od esesmanów otrzymywał płótno i farby malarskie i na zamówienie malował dla nich reprodukcje obrazów z galerii drezdeńskiej, portrety i pejzaże. Obok prac zleconych malował również inne obrazy, pokazujące codzienne życie obozowe. Jedną z nich jest obraz pt. „Stutthof”, na którym uwiecznił pracę więźniów w tzw. „Waldokmmando” (Komando Leśne). Do Działu Zbiorów Muzeum Stutthof został on przekazany w 1991 r. przez byłego więźnia, Bernarda Szczęsnego.


„Waldkommando” było jednym z najcięższych komand roboczych, jakie funkcjonowało w obozie Stutthof. Powstałe już w pierwszym okresie istnienia obozu w celu wycinki drzew na terenie, na którym miały być budowane baraki, nazywane też było „karną kompanią”. Zatrudniano tam więźniów, uznanych przez władze obozowe za „szczególnie niebezpiecznych”.
W połowie 1940 r. do obozu Stutthof trafiły pierwsze osoby związane z konspiracją na Wybrzeżu. Byli to członkowie organizacji działającej na terenie Gdyni i luźno powiązanej ze strukturami ZWZ, kierowanej przez Jana Kuchnowskiego, Jana Semmerlinga i Franciszka Wojewódkę. Zakwaterowani w najgorszym baraku nazywanym karnym blokiem, od pierwszych dni pobytu poddani zostali okrutnemu terrorowi na terenie obozu, zwłaszcza szczególnie znęcano się nad nimi podczas pracy, o czym wspomina jeden z nich Piotr Budzyński : „Po kilku dniach pobytu w obozie zacząłem chodzić do pracy w „Waldokommando”. W południe wracaliśmy do obozu i przez tę godzinę obiadową inni mieli wolne, a z nami robili karne ćwiczenia wojskowe: żabkę, padnij, czołgać się itd. I znowu przy tym bili. Te ćwiczenia trwały przez jakieś 6 tygodni, dzień w dzień, rano przed rozpoczęciem pracy i w południe”.
Sama praca w „Waldkommando” często traktowana była przez więźniów na równi z wyrokiem śmierci, gdyż, jak podaje więzień Budzyński: „Tam esesmani zabierali ze sobą czarną listę, W lesie, jak chcieli kogoś usunąć, to zastrzelili pod pretekstem ucieczki: kazali więźniowi iść przed siebie, a ci z postenketty już na to czekali. Strzelali. To już była sprawa zaplanowana, Potem się mówiło, że zastrzelili podczas ucieczki”. W taki właśnie sposób po kilku dniach pobytu zostali zamordowani : Stanisław Chejna – zastrzelony 2 lipca 1940 r., Onacki Stanisław i Jan Kuchnowski – zastrzeleni 5 lipca 1940 r., Jan Semmerling – zastrzelony 6 lipca 1940r., Trzoske (Czoske) Leon – zastrzelony 11 lipca 1940 r. i Władysław Depski zastrzelony 16 lipca 1940 r. Jako oficjalną przyczynę zgonu podano, że wszyscy wymienieni zmarli „na serce”, natomiast według zapisu grabarza prowadzącego księgę cmentarza na Zaspie - zostali „zastrzeleni podczas ucieczki”.

(dd)