Pamiętnik wykonany w KL Stutthof dla Karola Szczepańskiego

Pamiętnik, podarowany Muzeum Stutthof w 1964 r., wykonany został w obozie koncentracyjnym Stutthof i ofiarowany Karolowi Szczepańskiemu w dniu jego „Imienin” 4 listopada 1944 r.

Karol Szczepański, ukończył szkołę podoficerską XVI pułku artylerii lekkiej w Grudziądzu, we wrześniu 1939 r. brał udział w wojnie obronnej niemiecko-polskiej. Ranny w walce został wywieziony do szpitala wojskowego w Toruniu, skąd przetransportowano go do obozu jeńców wojennych Stalag XIIIA w Norymberdze. Po zwolnieniu z obozu jenieckiego w sierpniu 1941 r. wrócił do Brodnicy, gdzie wstąpił do tajnej organizacji wojskowej „Grunwald”. Od komendanta placówki otrzymał funkcję szefa wywiadu oraz kolportera prasy i biuletynów konspiracyjnych nadsyłanych z Warszawy lub z komendy okręgu mieszczącej się w Toruniu. Kolportował również wiadomości pozyskiwane z radiostacji zagranicznych – z Anglii, Związku Sowieckiego, Kanady. W grudniu 1942 r., w wyniku zdrady, gestapo przystąpiło do likwidacji całej brodnickiej placówki organizacji „Grunwald”. Karol Szczepański aresztowany 19 grudnia 1942 r. wraz z innymi osobami przetrzymywany był początkowo w więzieniu gestapo w Grudziądzu, a 28 stycznia 1943 r. został przetransportowany do obozu koncentracyjnego Stutthof.
Pamiętnik ofiarowany Karolowi Szczepańskiemu zawiera rysunki, które przedstawiają los więźnia, od samego przyjazdu do obozu koncentracyjnego, jego w nim egzystencję, po sam kres. Rysunki te są doskonałą ikonografią wielu dziedzin obozowego życia. Ukazują widok samego obozu, pracę więźniów, życie w baraku, a także traktowanie ich przez innych współwięźniów - więźniów funkcyjnych - blokowych, kapo, będących w obozie panami życia i śmierci.
Znęcanie się nad więźniami, bicie ich często bez przyczyny, lub za drobne przewinienia, czy oficjalna kara chłosty, były dla więźniów codziennością. Bezwzględne i okrutne egzekwowanie założeń polityki III Rzeszy wobec niektórych narodowości czy niektórych warstw społecznych przez więźniów funkcyjnych wynikało z ich dobrowolnego oddania się na usługi władz obozowych. Słabi psychicznie ulegali panującemu w obozach koncentracyjnych terrorowi, stając się bezwolnym narzędziem w rękach esesmanów. Walka o życie, jaka toczyła się pomiędzy więźniami, powodowała u niektórych jednostek zanik ludzkiej wrażliwości na cierpienie drugiej osoby. Nawet tak skromna władza, jaką mieli blokowi, w sytuacjach ekstremalnych wyzwalała w człowieku najgorsze instynkty. W warunkach obozu koncentracyjnego decydował o tym instynkt samozachowawczy.
Metody władz obozowych prowadzące do fizycznej eksterminacji osadzonych w obozie więźniów miały przede wszystkim doprowadzić do pozbawienia więźniów ludzkiej godności i ograniczyć ich potrzeby do najprymitywniejszych odruchów, nawet jeżeli odbywało się to kosztem życia innych więźniów. System obozowy był tak ukształtowany, że często uzależniał uratowanie własnego życia od uległości i podporządkowania się ustanowionym przez esesmanów prawom. Służyły temu warunki zmuszające ludzi do walki o każde miejsce do spania, o każdy kawałek chleba. Zwłaszcza nowo przybyli więźniowie narażeni byli ciągłe ataki ze strony blokowych. Samowolnie urządzali oni wielogodzinne apele, trzymając więźniów bez ciepłej odzieży na deszczu i mrozie. Pretekstem do takich poczynań więźniów funkcyjnych mogło być zarówno wieczorne układanie się do snu, jak i poranne mycie: „Do sypialni wchodzi ostatni heftling. Sfora blokowych i ich pomocników jest wolna. Następuje ostatni akt ich dziennej pracy: porządek w sypialni. W sypialni nie używa się nahajek, ani kijów. Jest tu dostatecznie dużo desek, tzw. poprzeczek z łóżek. Mają one tylko jedną wadę: bardzo szybko pękają. Po kilku uderzeniach w głowę deszczułka jest nie do użycia, łamie się. Heftlinga głowa jest mocna i twarda: boli, krwawi, puchnie - ale nie pęka – a deszczułka pęka. Jak dobrze, że noc heftlinga jest krótka: ośmiu godzin takiej w sypialni nawet heftling by nie przeżył![…]500 heftlingów kijami i batami wtłaczało się każdego ranka do waszraumu jednocześnie. Brak było miejsca dla normalnych ruchów oddechowych. Na klatce piersiowej spoczywał twój sąsiad, na plecach drugi – dusiłeś się. Nagle otwierały się drzwi waszraumu, ukazywał się blokowy z dużym szlauchem gumowym w ręku i puszczał na nas strumień wody. I tak w przeciągu kilku zaledwie minut blokowy, sam jeden mył 500 heftlingów! Spokojnie zamykał kurek, brał bat do ręki i wypędzał nas na dwór. Mroźny wiatr o świcie nas suszył: tak schła nasza odzież i tak schło nasze ciało”. (Wajnryb, Bajka o Stutthofie)
Jak pisze ks. Ludwik Bielerzewski: „Zasadniczą wytyczną w obozie było nie podpaść, nie zwrócić na siebie uwagi, wtopić się bez reszty w szary tłum. Cechą niebezpiecznie wyróżniającą mogły się stać choćby na przykład okulary. Jeżeli któryś z więźniów był na tyle nieprzezorny, że ich od razu nie zdjął, otrzymywał ironiczny epitet „Wissenschaftler” (naukowiec) i narażał się na specjalne szykany”. Szczególną satysfakcję sprawiało zarówno esesmanom jak i więźniom funkcyjnym, psychiczne znęcanie się nad księżmi katolickimi i innymi przedstawicielami inteligencji, którą tępiono ze szczególną pogardą: „tak jak się tępi szczury, pluskwy czy wszy...”.
Jednak nawet w tak ekstremalnych warunkach większość więźniów nie poddała się i podejmowała nierówną walkę z okrutnym terrorem, a głównym jej celem była przede wszystkim walka o biologiczne przetrwanie, o godność człowieka. Wyrazem tego są dedykacje i podpisy współwięźniów, wdzięcznych za okazaną im przez Karola Szczepańskiego, pomoc.
/dd/