Kartka wielkanocna

Wśród posiadanych przez Muzeum Stutthof kolekcji świątecznych rysunków wykonanych przez więźniów w obozie, obok kartek Bożonarodzeniowych, imieninowych i urodzinowych, znajdują się również kartki wykonane z okazji Świąt Wielkanocnych. Jedną z nich jest kartka wykonana w 1944 r. dla jednego ze współwięźniów i podarowana Muzeum Stutthof przez Marcelinę Muzyk.

Święta - ze względu na ich rodzinny charakter - były dla więźniów obozu koncentracyjnego szczególnie trudne do przeżycia. Namiastką świąt w obozie były potajemnie organizowane msze święte. Ale nawet w te dni więźniowie nie mogli czuć się bezpiecznie. Dla władz obozowych święta były częstokroć okazją do szczególnie okrutnego znęcania się nad więźniami, poniżania ich, a nawet wykonywania wyroków śmierci.

W pamięci pierwszych więźniów obozu Stutthof zapisał się Wielki Piątek, 22 marca 1940 r., kiedy to w lesie w pobliżu obozu rozstrzelano 67 Polaków, działaczy polonijnych z Wolnego Miasta Gdańska, w tym również księży.

W latach 1939 -1940 w obozie Stutthof osadzono kilkuset księży z pomorskich diecezji, a jednym z nich był ks. Wojciech Gajdus, wspominający wydarzenia poprzedzające Wielki Piątek 1940 r.:

…w Palmową Niedzielę wyłączono z grupy gdańskiej kilkudziesięciu najznakomitszych przedstawicieli Polonii gdańskiej [wśród nich byli ks. Bronisław Komorowski, proboszcz z Wrzeszcza i ks. Marian Górecki, proboszcz z Nowego Portu - dd], umieszczono ich w pierwszym, przylegającym do komendy baraku i nazwano Kompanią Karną (zwaną w skrócie SK – Strafkompanie).

[…] Od poniedziałku rano mieliśmy tedy nowe widowisko: karne ćwiczenia tej grupy skazańców. Gdziekolwiek była jakaś robota, nagła, ciężka, przykra i niebezpieczna, tam wołano SK. Nie wolno im było chodzić krokiem. Wszystko odbywało się biegiem, nawet wyjście po obiad, nie mówiąc już o ćwiczeniu, noszeniu desek itd. […] Utrzymywali się na nogach ostatkiem nerwów i rozpaczliwym wysiłkiem woli. […] Nigdy w żadnej katedrze czarne jutrznie nie sprawiały bardziej przejmującego wrażenia i nie otwierały silniej serc na oglądanie Męki Pańskiej, jak tu, gdyśmy szepcząc słowa proroków, oglądali krwawe ich ilustracje nie na filmie, lecz w prawdziwej rzeczywistości.

[…] Niestrudzony ceremoniarz wielkotygodniowy, ks. Wicek Frelichowski […] od kilku dni prowadził jakieś tajemne rokowania z przemytnikami, chodzącymi codziennie do tartaku. […] w reszcie w środę Wielkiego Tygodnia […] z radością i dumą pokazuje swym sąsiadom i powiernikom dwie małe pszenne bułki, zawinięte troskliwie w białą płócienną chustkę, […]. Od rana też czyści skrupulatnie małą szklankę i tę spowija, jakby skarb jakiś, w inną chustkę. […] Zrozumieliśmy szalony pomysł. […] Wreszcie szept: <-A wino?> Wicek niezrażony podnosi swe oczy na pytającego <-Myślałem o tym> - szepcze. […] Aż tu z barłogu unosi się mała, drobna postać ks. Józefa Müllera: <-Wina wam potrzeba? Czy chodzi o odprawienie Mszy św.? – pyta drżącym głosem. Jeżeli tak, dam dwie butelki, starczy na dwie Msze Św. Macie tu i duży zapas hostii>.
[…]

Jest Wielki Czwartek. […] Godzina przed świtem. Cisza panuje w baraku. Wszyscy leżą na swych barłogach. Nikt jednak nie śpi. I nikt się nie rusza. […] Po chwili wszystko gotowe. Mała walizka spoczywa na barłogu na plewach, na niej biała chusta – to obrus. Większa szklanka z komunikantami. Mniejsza szklanka – to kielich. Przed nim spoczywa wielka hostia. Nad walizką ołtarzem wisi mały krzyżyk. O to i cały ołtarz. […] Pan i Bóg przyszedł do Stutthofu. […] Wielu po raz ostatni przyjmuje Go na ziemi. To ich wiatyk, zaopatrzenie na ostatnią drogę. Dwaj z nich, ks. Komorowski i ks. Górecki, którzy wsuwają się milczkiem do baraku i przyklękają na przyjęcie Pana, dziś jeszcze będą z nim w raju.

[…] Rezurekcyjną Mszę św. Odprawił nam ks. Wicek Frelichowski, który co dnia rano i wieczór odmawiał pacierze. Złączyło się nasze Alleluja z głosami świata chrześcijańskiego, który na całym globie obchodził dziś zwycięstwo życia nad śmiercią i który radował się chwałą Zmartwychwstałego. […] …zrozumieliśmy ostatecznie i definitywnie, że wszystko, co przeżyliśmy i przeżyć mamy, ma głęboką rację, uzasadnienie i sens tylko w świetle Zmartwychwstania […]. Dlatego też nastrój przy świątecznej czarnej kawie i chlebie z marmoladą nie był w cale gorszy od nastroju tych, co świętowali przy mazurkach, babkach, szynce i kiełbasach. Był serdeczny, polski, podniosły. Szczytem zaś jego były, jakby cudem sprowadzone, dwa najprawdziwsze jajka, uroczyście przez nas poświęcone, jajka wielkanocne. Podzielenie ich na przeszło 200 kawałków udało się znakomicie. Składaliśmy sobie tedy życzenia polskim zwyczajem przy jajku. Bodaj nawet wszy mniej cięły w ten jasny, radosny poranek Wielkanocy.

W Wielki Piątek 1940 r. całą Karną Kompanię, wraz z księżmi, Komorowskim i Góreckim, wyprowadzono z obozu (niektórzy, jak ks. Wojciech Gajdus, podają, że księży rozstrzelano w Wielki Czwartek). Jak pisze ks. Henryk Malak:

Po południu zabrano wszystkich Żydów z obozu. Lecz Żydzi wrócili pod wieczór. <-Składaliśmy ubrania> - szepcze tajemniczo i ze zgrozą w oczach stary Goldman, przyjaciel Zdzicha. <-Tak mi się wydaje, panie ksiądz, że to były ubrania tamtych> - wskazał ku pustemu blokowi kompanii karnej. <-Między nimi były także ubrania dwu panów księży>.

Każde kolejne święta budziły nadzieję więźniów na odzyskanie wolności i spędzenia następnych już w gronie rodzinnym. Wiara w sens Zmartwychwstania Pańskiego miała tu głęboką symbolikę – odzyskana wolność była dla więźnia, w obozie pozbawionego imienia i nazwiska, odrodzeniem się w nim Człowieka.

(dd)