Szkicownik wykonany przez więźnia Zbigniewa Filarskiego w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen

Pochodzi on ze zbioru pamiątek przekazanych Muzeum Stutthof w 2009 r. przez rodzinę Henryka Wrzeszczyńskiego, byłego więźnia KL Mauthausen-Gusen, z Izby Pamięci w Niewolnie.

Autor szkicownika, Zbigniew Filarski, mieszkaniec Gdańska, w listopadzie 1939 r. w ramach prowadzonej przez Niemców „akcji oczyszczania” (Säuberungsaktion) został aresztowany i osadzony w obozie Stutthof, pełniącego wówczas rolę miejsca internowania dla ludności polskiej Pomorza Gdańskiego. To właśnie do obozu Stutthof od pierwszych dni II wojny światowej przywożono osoby, które w pierwszej kolejności miały zostać poddane planowej akcji eksterminacyjnej.

...Jeszcze przed wojną działające na Pomorzu niemieckie „oddziały samoobrony” (Selbstschutz) sporządziły wykaz Polaków, według którego już od pierwszych dni wojny przystąpiono do masowych aresztowań. Akcja likwidacji inteligencji polskiej odbywała się pod kryptonimem „Tannenberg”, a na ziemiach zachodnich, w tym i na Pomorzu Gdańskim nosiła nazwę „Intelligenzaktion”. Od 7 września 1939 r. przeprowadzały ją grupy operacyjne policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa (Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei und des Sicherheitsdiensts), a także Wehrmacht. Zajmowały się one tzw. „politycznym oczyszczaniem pola” (politische Flurbereinigung), inaczej też określaną „akcją oczyszczania” (Säuberungsaktion). Akcja wyniszczenia inteligencji polskiej i warstw przywódczych w Polsce wynikała z założeń ideologicznych nazizmu, gdyż uznano, że są to warstwy szczególnie niebezpieczne i że trzeba naród polski pozbawić jego duchowych przywódców, nosicieli kultury polskiej i potencjalnych przywódców ruchu oporu, a więc osób mogących stanowić przeszkodę w realizacji planów politycznych III Rzeszy. Miejscem przeznaczenia większości z tych ludzi stał się nowo budowany obok obozu macierzystego Mauthausen, obóz Gusen. Już w fazie budowy obóz w Gusen nazwany został „obozem zagłady dla polskiej inteligencji” (Vernichtungslager für die polnische Intelligenz). Budowę jego rozpoczęła grupa polskich więźniów dostarczona w marcu 1940 r. z KL Buchenwald. W obozie tym 28 maja 1940 r. został osadzony również Zbigniew Filarski.

Zbigniew Filarski wraz z ok. 1800 więźniami obozu Stutthof w dniach 18-20 kwietnia 1940 r. został przewieziony do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, skąd z grupą przedstawicieli polskiej inteligencji został wysłany do budowy obozu Gusen.

Jedną z najcięższych prac, którą więźniowie wykonywali w obozie Gusen była praca w kamieniołomach, do których prowadziły schody, o których pisze w swoich wspomnieniach Stefan Krukowski:

...większość z nich
[więźniów] nie była w stanie wynieść na własnych barkach głazów po sławnych 186 stopniach [...], a następnie biegiem przebyć z nimi jeszcze przestrzeń mniej więcej tysiąca dwustu metrów. Powrotną drogę, po „załadunek”, odbywali przepisowym kłusem, przy czym szczególnie dawały im się we znaki „holendry”, nie trzymające się nóg drewniane chodaki. Na stopniach esesmani i kapowie poganiali, tak, ze nierzadko na skutek potknięcia się i upadku kogoś biegnącego w pierwszych szeregach, w dół toczyła się lawina ciał, nabierając coraz większego rozpędu i zbierając wciąż nowe ofiary. Dla wielu takie przejście było ostatnie. Tych, którzy mieli połamane nogi, dobijali stróże porządku, jako że człowiek ze złamaną nogą nie stanowił żadnej wartości jako środek transportu.

Najwięcej ofiar pociągał za sobą marsz pod górę. Omdlały z wyczerpania, bezsilny więzień padał pod ciężarem kamienia, który przytłaczał swoim ciężarem własny środek transportowy, bądź też toczył się z łoskotem w dół, miażdżąc napotkane po drodze żywe jeszcze istoty. Oswobodzony od ciężaru głazu więzień wystawiony był na deszcz razów, wymierzanych bykowcem esesmana, czy też pałką kapo. Oszołomiony, wędrował we wskazanym mu kierunku... Zachodzące mgłą zmęczenia, przerażenia i bólu oczy nie widziały stojącej opodal linii posterunków. Jeszcze chwila i oto padał, już na zawsze, od strzału służbisty z trupią czaszką na wyłogach kołnierza.

Nie tylko w wyniku ciężkiej pracy w kamieniołomach, ale głównie: w latach 1940-1942 najwięcej więźniów w obozie Gusen ginęło z głodu. W kamieniołomach spośród 3000 pracowników wymarła w ciągu dwóch tygodni więcej niż połowa. Więźniowie przewracali się po prostu podczas pracy i nie mieli już sił, aby powstać. W kolumnie wracających z kamieniołomu codziennie znajdowali się ludzie tak wyczerpani i słaniający się, że trzeba ich było podtrzymywać i dowlec do obozu. Wielu musieli współtowarzysze już tylko nieść. Wychudzone ciała składano przy bloku, bo do stanu osobowego trzeba je było doliczyć; liczba musiała się zgadzać.

Głód i wszechogarniający strach stale towarzyszyły więźniom w obozie. Jednak najtrudniejszym do zniesienia uczuciem dla izolowanych od świata zewnętrznego więźniów była nostalgia: Myśli o domu, o rodzinie początkowo były źródłem siły, wzmacniały odporność, przypominały, że więzień musi wytrwać, by wrócić do domu, że musi żyć, bo jest potrzebny. Ale te same myśli przygniatały więźniów osłabionych , wpychały w depresję.... Jednak ta tęsknota stawała się też motorem wielu poczynań, wzmacniających więźniów wewnętrznie. Poeci pisali wiersze, kompozytorzy tworzyli do nich muzykę, malowano okolicznościowe kartki, portrety współtowarzyszy, a także rodzajowe sceny obozowe.

Przykładem takiej twórczości jest szkicownik Zbigniewa Filarskiego, ukazujący więźniów w baraku podczas odpoczynku, spożywania posiłku, strzyżenia głów, tak żeby po środku pozostawała wygolona linia, nazywana przez więźniów „ścieżką dla wszy”. Więźniowie czytają również przemycone ukradkiem do obozu książki, grają w szachy oraz odbywają próby orkiestry obozowej. Najprostsze czynności wykonywane przez więźniów, w obozie nabierały innej wymowy, niż te same, mające miejsce na wolności. Służyły przede wszystkim przeżyciu, zachowaniu własnej osobowości, nie poddaniu się psychicznemu otępieniu.

(dd)