Dar Pani Marii Liberackiej dla Muzeum Stutthof

W trakcie realizacji programu „Ostatni świadkowie” pracownicy Muzeum Stutthof przeprowadzili wywiad z mieszkanką Torunia, Panią Marią Liberacką (z d. Koszałka). Wśród dokumentów, które przekazała Muzeum, znalazły się m. in. oficjalne listy obozowe. Za dar serdecznie dziękujemy!

*** Pani Maria wraz z najbliższą rodziną trafiła do obozu w 1943 roku. Powodem aresztowania i osadzenia w KL Stutthof była przynależność rodziny Koszałków do „Gryfa Pomorskiego”. Jak wspomina pani Maria, miłość do ojczyzny i samoświadomość narodowa stanowiły integralną część „przeżywania” rzeczywistości osobowej:

(…) dla nas wychowanych właśnie w duchu patriotycznym było to ogromne przeżycie. Dlaczego? Dlatego, że był to 11 listopada… Koleżanki (…) z Szarych Szeregów (…) urządziły wieczór pamięci. Przy otwartych drzwiczkach pieca, w którym paliło się jakieś drewno, węgiel – ciemno w bloku, w izbie – i wymieniały osoby, które zginęły już w obozie…

Ciężka fizyczna praca, głód i wszechobecna śmierć, ale także nadzieja i solidarność więźniarska – to tylko niektóre elementy, które kształtowały życie w obozie:

Pracowałam przy sprzęcie rzepaku na polach przy cegielni. Pracowałyśmy cały dzień. Rzepak ścinałyśmy sierpami. Cierpiałam wówczas na silne krwotoki nosa; miałam zaledwie 16 lat (…) Dzięki pomocy Pań z jedynki i błaganiom mamy u Pani Blokowej (Jackowskiej) po pewnym czasie zostałam skreślona z tego komanda.

25 stycznia 1945 roku rozpoczął się jeden z najtragiczniejszych etapów w historii obozu Stutthof – komendant Hoppe zarządził ewakuację. Wśród więźniów, którzy wzięli udział w „marszu śmierci”, znalazła się także Pani Maria. Chłód, głód, zmasakrowane ciała ludzkie… Nadzieja, która pozwalała pokonać kolejny kilometr… I jeszcze jedno:

Słyszeliśmy zbliżający się huk wystrzałów armatnich, czołgi (…) a przede wszystkim widzieliśmy uciekających Niemców. A ja sobie przypomniałam wtedy, jak to spod Gdyni, spod Gdańska ludzie uciekali (…) przed Niemcami – bambetle na furach, przyczepione krowy (…). Przepraszam, że tak mówię, jestem katoliczką, ale cieszyłam się z tego, że oni wreszcie też poczuli to na własnej skórze…

Po wojnie Pani Maria skończyła studia, założyła rodzinę. Pracowała przez wiele lat jako wykładowca na Wydziale Geografii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

(pch)

Fot. W. Leszczyński